Archive for styczeń 13th, 2008

Wielka Orkiestra Światecznej Przemocy

dołóż się babciu, dołóż na karetkę
oddaj pierścionek i złotą bransoletkę
oddaj babciu wszystko, wszystko co masz
na złote serduszka, które kupi bank

prawnuczek już chodzi z puszką po mieście
nie śpij babciu - dorzuć na karetkę
renty masz czterysta, starczy ci na chleb
chcesz trafić do nieba, no to dorzuć się !

Ref: pospolite ruszenie
solidaryzm społeczny
rząd kupuje Lancie
a babcia - karetki

ruszyła machina - wszyscy w telewizji
banki i konsorcja, dyrektorzy dziwni
nastał DZIEŃ DOBROCI !!!- góra polityków,
najsławniejsi aktorzy, elita muzyków …
już na Woronicza są chłopcy z UOP-u :
sam premier wygłosi orędzie do Narodu
cudowna atmosfera ! - jak zebrania AMWAY-a
ciekawe, która wioska najwięcej nazbiera ?

Ref: pospolite ruszenie
solidaryzm społeczny
rząd kupuje Lancie
a babcia - karetki

dorzuć się babciu, dorzuć na karetkę !
sprzedaj telewizor, tapczan i kozetkę,
pchnij gdzieś kołdrę, co przysłała UNRA
i tak niedługo czeka cię trumna …

Ref: pospolite ruszenie
solidaryzm społeczny
rząd kupuje Lancie
a babcia - karetki

POLSKA!!!

Paweł Kukiz

Charles Maurras - Modlitwa Końca

“Póki źdźbło bodaj nadziei ostanie.”
Dante, Czyściec, III, 135 (tł. E. Porębowicz)

Panie, ukołysz mnie w Twoim jedynie pokoju
Pomiędzy ramionami Nadziei i Miłości.
To stare serce żołnierza nie poznało żadnej nienawiści
I walczyło bez ustanku za Twoje dobrodziejstwa, jedynie prawdziwe.

Walka, którą ono toczyło, była za Ojczyznę,
Za Króla – dwa największe dobra, jakie widziano pod niebem,
Za Francję Burbonów, za Pannę Maryję,
Za Joannę d`Arc i Teresę i za Świętego Michała.

Nasz Paryż nigdy nie oderwał się od Rzymu.
A Rzym z kwiecia Aten zebrał owoc,
Piękno, rozum, cnotę, wszystkie zaszczyty człowiecze,
Boskie wizerunki, które znikają w mojej ciemnicy:

Ponieważ nie wiem, Panie, Kim Jesteś. Jestem nieświadomy
Jaki jest ten rzemieślnik życia i umierania,
W sercu moim wzbierały dźwięczne fale
Zgody albo sprzeciwu wobec jego wiecznego pożądania.

I nie rozumiem nic z księgi mojego istnienia,
Tylu nieprzyjaznych bogów się w nim spierało!
Moje kości pragną podźwignąć nagrobki przodków,
W których szukam i gubię tę samą prawdę.

Wysłuchaj tej potrzeby zrozumienia aby uwierzyć!
Czy jest sens w słowach, które wypowiadam? Czy istnieją,
Na zewnątrz ich labiryntu wrota wiecznej chwały?
Brakuje mi Ariadny i nie mam jej przędziwa.

Jak ma wierzyć, Panie, dusza wlokąca
Swoją ciemną żądzę w blaskach dnia?
Panie, ukołysz mnie w Twoim jedynie pokoju
Pomiędzy ramionami Nadziei i Miłości.

Clairvaux, czerwiec 1950

(przeł. Jacek Bartyzel)
Pierwodruk w: La balance intérieure, Paris 1952, s. 267-268.