Archiwum kategorii ‘Historia’

Nowy symbol Rosji – Aleksander Newski

alexander-nevsky

W trwającym ponad pół roku konkursie na najpopularniejszą postać historyczną zwyciężył średniowieczny książę Aleksander Newski. W zakończonym właśnie konkursie „Imię Rosji” przez Internet i telefon oddano w sumie 50 mln głosów. Zwyciężył XIII-wieczny strateg i wódz Aleksander Newski, który obronił Ruś przed Szwedami, a także odparł najazdy Litwinów, Niemców i Tatarów.

Na drugim miejscu znalazł się carski premier Piotr Stołypin, a na trzecim komunistyczny dyktator Józef Stalin. Kolejne zajęli Aleksander Puszkin, Piotr Wielki i Włodzimierz Lenin.

Aleksander Newski (ur. 30 maja 1220 w Perejasławiu Zaleskim, zm. 14 listopada 1263 w Grodźcu) – święty prawosławny, książę Nowogrodu Wielkiego od 1236, wielki książę włodzimierski z dynastii Rurykowiczów. Syn Jarosława II, wnuk Wsiewołoda III Wielkie Gniazdo.

W 1236 został obrany księciem Nowogrodu. W tym czasie ze wschodu nadciągały ordy tatarskie, na zachodzie coraz większe zagrożenie stwarzali Kawalerowie Mieczowi, a z północy zaczęli zagrażać Szwedzi. Pokonał ich w roku 1240 nad Newą, stąd wziął się jego przydomek. W 1242 zwyciężył Niemców i wyzwolił miasto Psków oraz odniósł słynne zwycięstwo nad wojskami zakonu Kawalerów Mieczowych na zamarzniętym jeziorze Pejpus (Czudzkim), co zapobiegło ich ekspansji na ziemie ruskie.

Następnie pokonał najeżdżające Ruś wojska litewskie. Będąc doskonałym dyplomatą, jednocześnie zawierał z Tatarami okresowe porozumienia. W 1249 przyjął tytuł księcia kijowskiego, a w 1252 – wielkiego księcia włodzimierskiego. W 1257 odbył wraz z Tatarami ekspedycję karną do Nowgorodu, powstrzymującego się z wypłatą danin.

W 1263 złożył śluby zakonne i przyjął imię Aleksy. 14 listopada tego samego roku zmarł, a jego ciało spoczęło we Włodzimierzu nad Klaźmą. W 1724 przewieziono je do Ławry Aleksandra Newskiego w Petersburgu, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego.

W 1547 został kanonizowany przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną.

Egzekucja Marszałka Iona Antonescu

Ion Antonescu, rumuński polityk, marszałek.

Brał udział w I wojnie światowej jako oficer Armii Rumuńskiej. 1918-1919 brał udział w stłumieniu rebelli chłopskiej w rej. Gałacza oraz walce z samozwańczą Węgierską Republiką Rad. Od 1933 szef Sztabu Generalnego i od 1934 zarazem Minister Obrony Rumunii. Został zdymisjonowany i aresztowany. Jednak w rok po tym zdarzeniu na skutek nacisków wywieranych na króla przez środowisko wojskowe został w 1938 mianowany ministrem wojny Rumunii. Powołany w 1940 r. przez króla Karola II na stanowisko premiera objął 4 września faktyczną władzę dyktatorską, którą sprawował przy pomocy faszystowskiej Żelaznej Gwardii. Dwa dni po objęciu władzy oświadczył, że Rumunia jest gotowa czynnie współpracować z Niemcami. 5 września 1940 ogłosił siebie “conducatorem” i pozwolił III Rzeszy na wprowadzenie wojsk do Rumunii.Kilka dni później jak został premierem król Karol II abdykował na rzecz swojego syna Michała I.

23 listopada 1940 r. podpisał układ o przyłączeniu Rumunii do Paktu Trzech. W czerwcu roku 1941 podczas spotkania z Adolfem Hitlerem powiedział, że Armia Rumuńska jest gotowa wziąć udział w walkach na froncie wschodnim. Liczył, że dzięki obecności w obozie zwycięzców (jakimi miały być państwa Osi) Rumunia odzyska Besarabię i Bukowinę które utraciła na rzecz Związku Sowieckiego.

Gdy 12 kwietnia 1944 dotarła do niego propozycja sowiecka dotycząca zaprzestania działań wojennych, Antonescu pozostawił ją bez odpowiedzi.

Po wkroczeniu do Rumunii Armii Czerwonej i klęsce rumuńskiej 4 Armii, 23 sierpnia 1944 król Michał I próbował przekonać Antonescu do ogłoszenia zawieszenia broni. Gdy dyktator odmówił, został aresztowany i uwięziony (w schowku na znaczki!), a świeżo sformowany przez króla rząd wydał rozkaz przerwania walk z Armią Czerwoną. Na żądanie Stalina niedawny conducator został przekazany Sowietom i 3 września przewieziony do Moskwy. Jego proces rozpoczął się jednak w Bukareszcie 6 maja 1946. Został skazany na karę śmierci i rozstrzelany.

Stracona szansa “finlandyzacji” Polski

W „Plus Minus” z 6 XII 2008 przeczytałem ciekawy artykuł Piotra Kwiecińskiego, będący odpowiedzią na tezę, jakoby przejęcie władzy przez PPR po 44/45 było nieuchronne i nie miało  żadnej alternatywy.

Autor stawia tezę, że taka sytuacja mogłaby ulec zmienia gdyby: 1/ rząd w Londynie dogadał się z ZSRS w sprawie oddania Kresów za Ziemie Zachodnie, 2/ wydałoby nieoficjalna wojnę siłą sprzyjający ZSRS, w myśl hasła NSZ – „Nim Hitler runie – śmierć komunie”.

Wojna domowa rozpoczęta w 1943 między siłami prorządowymi, NSZ i innymi organizacjami antykomunistycznymi a siłami PPR i AL, przed wkroczeniem sił sowieckich do Polski miałaby oczywiście wynik wiadomy i skończyłaby się całkowitą marginalizacją PPR, a może nawet unicestwieniem. Na dodatek nieoficjalny rozejm między siłami antykomunistycznymi a lokalnymi dowódcami niemieckimi mógłby sprzyjać tego typu działaniom, zwłaszcza gdyby zaprzestano działań dywersyjnych w stosunku do Niemiec (c0 zresztą proponowały Narodowe Siły Zbrojne i  Stronnictwo Narodowe).

Piotr Skwieciński stawia tezę, że włączenie Polski było niemożliwe, a zatem ZSRS musiałoby pójść na pewien kompromis z siłami prolondyńskimi, co doprowadziłoby do „finlandyzacji” Polski.

Można jeszcze dodać, ze duże pole do popisu miałaby orientacja prorosyjska w Stronnictwie Narodowym, która mogłaby zaproponować swoje usługi zamiast „prozachodnich” spadkobierców Front Morges.

Organizacja Wojskowa Związek Jaszczurczy

Organizacja Wojskowa Związek Jaszczurczy została utworzona 14 lub 15 października 1939 r. w Warszawie przez kilku działaczy tzw. Grupy “Szańca”, czyli przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego. Należeli do nich: Władysław Marcinkowski, Otmar Wawrzkowicz, Tadeusz Salski. Otmar Wawrzkowicz zajął się tworzeniem struktury propagandy, natomiast W. Marcinkowski pionu wojskowego. Politycznie ZJ była podporządkowana tajnej Organizacji Polskiej. Jej nazwa nawiązywała do historycznego Związku Jaszczurczego, zorganizowanego przez szlachtę i mieszczan pruskich i pomorskich pod koniec XIV w. do walki z Zakonem Krzyżackim. Organizacja skupiała ludzi ideowych, wyznających ideę budowy Wielkiej Polski.

Działacze Grupy “Szańca” kwestionowali prawo którejkolwiek z organizacji konspiracyjnych do wyłącznego reprezentowania spraw politycznych i wojskowych w okupowanym kraju. Z tego względu ZJ uznawał władze RP na uchodźstwie, ale znajdował się w opozycji do oficjalnych czynników, czyli Delegatury Rządu RP na Kraj i ZWZ-AK. Z drugiej strony istniały jednak kontakty między ZJ a ZWZ i Delegaturą Rządu na Kraj, o czym m.in. świadczą meldunki Komendanta Głównego ZWZ-AK płk. Stefana Roweckiego ps. “Grot”, który w kwietniu 1941 r. meldował Naczelnemu Wodzowi o zgłoszeniu w lutym tego roku przez ZJ swojej grupy wojskowej do współpracy bojowej, dzięki czemu znalazła się ona w I rezerwie ZWZ. Z kolei w marcu 1941 r. doszło do spotkania przedstawicieli Grupy “Szańca” i ZJ z oficerami kontrwywiadu ZWZ w związku z zastrzeleniem w marcu tego roku kolaboranta Karola Juliusza Syma ps. “Igo Sym”, ale zakończyło się ono bez konkretnych ustaleń. Działacze Grupy “Szańca” uważali, że ZJ i ZWZ są organizacjami równorzędnymi i możliwa jest jedynie współpraca na równych prawach, a nie, jak tego żądało dowództwo ZWZ, podporządkowanie się ZJ tej organizacji. Podobną postawę zajmowano w stosunku do Delegatury Rządu.

W ZJ istniały duże problemy z kadrą dowódczą, ponieważ brakowało oficerów zawodowych. W sztabie ZJ działał tylko jeden oficer służby stałej kpt. Tadeusz Boguszewski, a kilku innych służyło w komendach okręgów, jak np. ppłk pil. Piotr Abakanowicz, czy kpt. Antoni Dąbrowski. W późniejszym okresie do ZJ dołączyli inni wyżsi oficerowie, którzy mieli różne konflikty z legalnymi władzami podziemnymi, jak np. płk dypl. w st. sp. Tadeusz Kurcyusz. Przywódcy ZJ dotarli także do byłych wojskowych niechętnych przed wojną sanacji i tradycji piłsudczykowskiej, przede wszystkim do wysokich oficerów zwolnionych ze służby czynnej. Byli to m.in. generałowie w stanie spoczynku Tadeusz Jastrzębski, Mieczysław Poniatowski, Józef Plisowski, Radosław Dzierżykraj-Stokalski, Stanisław Bułak-Bałachowicz, a także płk Julian Skokowski, zwolniony z niewoli niemieckiej były dowódca Grupy “Palmiry” z okresu wojny obronnej 1939 r. W 1940 r. uzyskano również kontakt ze zdegradowanym przed wojną generałem Michałem Żymierskim, jednakże po dłuższym sprawdzeniu kierownictwo ZJ zrezygnowało z jego oferty. Ciekawostką jest fakt, że M. Żymierski i płk J. Skokowski – pomimo kontaktów z wywodzącą się od ONR ZJ – porozumieli się w późniejszym czasie z komunistami i po wojnie dosłużyli się wysokich stopni wojskowych i znacznych funkcji.

W 1942 r. ZJ liczył najprawdopodobniej ok. 7 – 10 tys. członków. Natomiast badacze z kręgów narodowych oceniają jego liczebność na ok. 60 tys. osób, co jest liczbą znacznie zawyżoną. Trzeba jednak przyznać, że organizacja rozrastała się szybko i w niektórych rejonach kraju dysponowała znacznymi siłami (szczególnie w Warszawie i okolicy, na Kielecczyźnie i Lubelszczyźnie).

20 września 1942 r. z połączenia ZJ i secesjonistów z NOW oraz mniejszych organizacji o charakterze narodowym powstały Narodowe Siły Zbrojne. Po zawarciu w marcu 1944 r. umowy o scaleniu NSZ z AK, w NSZ nastąpił rozłam. W maju 1944 r. narodowcy wywodzący się z ZJ podjęli samodzielną działalność pod nazwą NSZ-ZJ.

pl.wikipedia.org

22 czerwca 1941

Oddajmy głos Stańczykowi:

Państwo, które leżąc w centrum Europy, znajdowało się pomiędzy oboma imperiami musiało stać się imperium, gdyż państwo narodowe nie może wygrać z imperium. I stało się Imperium Germanicum. Ale równocześnie, jak wiemy, nie mogło ono być reprezentacją Imperium Europaeum, gdyż nie dysponowało autentycznie europejską formułą imperialną, lecz jedynie formułami zaczerpniętymi z ideologii plemiennej, narodowej i rasowej, aczkolwiek nie należy zapominać o tym, że niektórzy jego ideologowie, propagandyści i intelektualiści starali się nawiązywać do autentycznych tradycji imperialnych Europy. Niezależnie jednak od ideologii, od ustroju politycznego, od polityki wobec narodów swoich europejskich prowincji, na płaszczyźnie geopolitycznej i geostrategicznej Imperium Germanicum było wcieleniem i instrumentem Imperium Europaeum. Dla historyków piszących imperialną kronikę Imperium Europaeum Imperium Germanicum nie jest przedmiotem zainteresowania jako twór ideologiczny, polityczny, prawny czy kulturalny, ale przede wszystkim jako twór geopolityczny i geostrategiczny, ponieważ na tej płaszczyźnie było ono wcieleniem i instrumentem Imperium Europaeum. Albowiem niezależnie od metod, jakie w tym celu zastosowało, dokonało ono niezbędnego w każdych warunkach i okolicznościach – wówczas, dziś i jutro – geopolitycznego zjednoczenia Europy, aby jej zasoby, ludność i przestrzeń wykorzystać do walki z oboma wrogimi imperiami. Podobnie jak one pchane było przez geopolityczny imperatyw do utrwalenia swojej suwerenności, która w warunkach istnienia i działania imperiów oznacza zawsze dążenie do stworzenia imperium, do pomnożenia jego potęgi i chwaty, a tym samym do panowania nad światem. W imperialnych kronikach Imperium Europaeum złotymi zgłoskami zapisana jest decyzja, którą podjął imperator Imperium Germanicum lub inaczej – którą, posługując się nim, podjęło Imperium Europaeum: pewnego upalnego czerwcowego dnia pancerne dywizje, doborowe jednostki piechoty, elitarne oddziały bojowe Imperium Germanicum runęły stalową lawiną na Imperium Wschodnie, które miało wówczas formę Imperium Sovieticum, i szły naprzód jak burza, aby je pokonać i zniszczyć.

Na płaszczyźnie ideologiczno-politycznej były to dywizje plemienno-narodowo-rasowego Imperium Germanicum i walczyły pod jego sztandarami, ale na płaszczyźnie geostrategicznej i geopolitycznej były to dywizje Imperium Europaeum i walczyły pod jego niewidzialnymi sztandarami. Były to dywizje Imperium Europaeum w tym sensie, że musiałyby iść na wschód niezależnie od tego, kto, o jakich politycznych i ideologicznych przekonaniach i koncepcjach, jakiej narodowości, rasy czy religii wydałby im rozkaz do ataku. Rozkaz taki byłby rozkazem zgodnym z geopolityką i geostrategią Imperium Europaeum niezależnie od tego, czy wydałby go cesarz, prezydent, mędrzec, głupiec, zbrodniarz czy święty. Był słuszny wcześniej, wtedy i będzie zawsze, albowiem dla Imperium Europaeum Imperium Wschodnie to śmiertelny, odwieczny wróg, który musi zostać zniszczony jako imperium, gdyż zamyka Imperium Europaeum drogę do panowania nad światem.

Niemcy: Żelazny Krzyż powróci?

Prezydent Niemiec Horst Koehler ustanowił w czwartek nowe odznaczenie dla żołnierzy Bundeswehry: order za wyjątkową odwagę, z którego zrezygnowano tuż po II wojnie światowej w 1945 roku.

Nie wiadomo jeszcze jak będzie wyglądał nowy order. Na pewno nie powróci jednak Krzyż Żelazny, odznaczenie ustanowione w 1813 roku przez króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III.

Według dziennika “Frankfurter Allgemeine Zeitung” przywrócenie formy Krzyża Żelaznego zaproponował przewodniczący Związku Rezerwistów Ernst-Richard Beck. Jak twierdził, choć symbol jest kojarzony z czarnymi kartami historii Niemiec, to ma również za sobą piękną tradycję.

10 marca 1813 król Prus Fryderyk Wilhelm, chcąc podtrzymać zapał, jaki wybuchł w społeczeństwie w czasie rozprawy z Francją, stworzył nowe, egalitarne odznaczenie, mające zastąpić dotychczasowe elitarne ordery królewskie przeznaczone tylko dla szlachty.

Kształt orderu zaprojektował znany niemiecki architekt doby neoklasycyzmu, Karl Friedrich Schinkel. Nazwa i materiał miały nawiązywać do popularnego wówczas określenia – żelaznych czasów. Jego kształt Schinkel zaczerpnął z krzyży noszonych przez Krzyżaków – zmieniono tylko proporcję, aby krzyż wpisywał się w plan kwadratu lub pola i tak czarny krzyż łaciński z białą obwódką od tego momentu stał się bardzo ważnym elementem w historii Prus, a później Niemiec.

Awers orderu pozbawiony był symboli, natomiast na rewersie umieszczono pęk liści dębu (starogermański symbol męstwa i odwagi) oraz litery “FW” (Friedrich Wilhelm”). Na dolnym ramieniu umieszczono datę “1813″, a na górnym pruska korona królewska. W praktyce przyjęto noszenie odznaczenia na odwrotnej stronie – rewers stał się stroną główną. Odznaczenie posiadało trzy klasy – 2, 1 oraz Krzyż Wielki noszony na szyi.

Po między kwietniem 1813 a marcem 1914 przyznano już 6 639 Krzyży 2. klasy, również sojusznikom (m.in. Rosjanom po bitwie pod Kulm – dlatego w Rosji odznaczenie to jest znane jako “Krzyż Kulmski”). Ogólnie do 1817, kiedy skończyło się rozpatrywanie wniosków przyznano 16 tysięcy Krzyży Żelaznych (w tym dla marszałka Gebharda Leberechta von Blüchera nowo wprowadzoną specjalną kategorią – zwaną później Gwiazdą Krzyża Żelaznego), lecz wydano jedynie nieco ponad 9 tysięcy. Ze względów oszczędnościowych wprowadzono praktykę utrzymywania stałej liczby odznaczeń, a kolejni uprawnieni dostawali swoje dopiero po śmierci któregoś z nagrodzonych poprzednio. Przepisy złagodzono dopiero w latach 30. XIX wieku, a ostatnie Krzyże wręczono w 1839, a więc w ćwierć wieku po kampaniach napoleońskich!

W latach 40. kawalerowie Krzyża otrzymali prawo do specjalnej emerytury – była to rzecz w państwie pruskich do tej pory niespotykana.

Po pokonaniu Napoleona, na szczycie Bramy Brandenburskiej zamontowano przewiezioną z Paryża rzeźbę przedstawiającą alegorię pokoju. Wieniec laurowy zastąpiono wizerunkiem Krzyża Żelaznego, czyniąc z niej alegorię zwycięstwa.

Odznaczenie reaktywowano w “1870″ po sukcesach wojsk pruskich w wojnie z Francją. Utrzymano podział orderu na trzy klasy, nie przyznano natomiast ani jednej Gwiazdy. Zmiany w wyglądzie były niewielkie – pojawiła się data 1870, a zamiast “FW” litera “W” (Wilhelm). Tym razem insygnia wręczano bez ograniczeń, a w 1895, w ćwierć wieku po reaktywacji, wydano przepis pozwalający nosić na wstążce orderowej srebrne okucie z liśćmi dębu oraz liczbą “25″.

Po raz drugi reaktywowano Żelazny Krzyż w czasie I wojny światowej. Zmieniono datę na “1914″, usankcjonowano również zwyczaj noszenia na kurtce mundurowej wstążki zamiast odznaczenia 2 klasy. Pozostawiono je jedynie na mundurze galowym. Pojawiły się również nieregulaminowe naszywki Krzyża 2 klasy, z których żołnierze chętnie korzystali, gdyż oryginalne odery były ciężkie i przypięcie ich wymagało przedziurawienia munduru.

Krzyże masowo przyznawano też sojusznikom – dużym prestiżem cieszyły się m.in. w polskich Legionach. Ogólnie podczas Wielkiej Wojny przyznano ponad 5 milionów 2 klasy i 288 tysięcy klasy 1. Mimo tak dużej liczby wnioski o jego przyznanie weryfikowano bardzo starannie. Pojawiły się również tzw. podwójne nadania – kawalerowie z roku 1870, którzy ponownie zasłużyli na to odznaczenie mieli prawo do specjalnego okucia na wstążkę. Takich osób było, według różnych źródeł, od 1500 do 1800. Krzyż Wielki nadano zaledwie 5 razy – m.in. otrzymał go cesarz Wilhelm II Hohenzollern, natomiast marszałek Paul von Hindenburg został odznaczony Gwiazdą Krzyża Żelaznego.

Po ataku na Polskę w 1939 Adolf Hitler ponownie ustanowił Krzyż Żelazny najwyższym odznaczeniem wojskowym Niemiec. W tym czasie zmieniono także jego wygląd dodając na przecięciu ramion krzyża symbol swastyki. Jako klasy pośrednie między Żelaznym Krzyżem I klasy, a Wielkim Krzyżem Krzyża Żelaznego, wprowadzono podczas wojny pięć klas Krzyża Rycerskiego Krzyża Żelaznego (opisanych dokładniej osobno).

Order z czasów II wojny światowej

Od 26 lipca 1957 prawo niemieckie zabrania noszenia Krzyży Żelaznych przyznanych w okresie II wojny światowej oraz reguluje kwestię odznaczeń zastępczych nie posiadających znaku swastyki. Powojenne siły zbrojne Niemiec przyjęły stylizowany Krzyż Żelazny za swój symbol.

Konfederacja barska – 240 rocznica

Konfederacja barska (1768-1772) – zbrojny związek szlachty polskiej utworzony w Barze na Podolu 29 lutego 1768 roku, z zaprzysiężeniem aktu założycielskiego w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej, skierowany przeciwko królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu i popierającym go wojskom rosyjskim. Przez niektórych historyków uważana jest za pierwsze polskie powstanie narodowe.

Konfederacja generalna zawiązana została w Barze 29 lutego 1768. Skierowana była przeciw różnowiercom, cesarzowej Rosji Katarzynie II i uległemu jej królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, który z pomocą Repnina narzucił Rzeczypospolitej gwarancję rosyjską. Naczelne hasło konfederatów brzmiało wiara i wolność (słowa Sołtyka), a w kwestiach ustrojowych połączyli się w ich szeregach konserwatyści z reformatorami.21 czerwca 1768 roku ogłoszono w Krakowie pod przewodnictwem marszałka województwa krakowskiego i zarazem stolnika ziemi stężyckiej, akt zawiązania konfederacji krakowskiej, na mocy której Ziemia Krakowska poparła program Konfederacji barskiej. W 1768 roku konfederacja szybko rozprzestrzenia się na Małopolskę, Wielkopolskę i Ukrainę, w 1769 roku objęła Litwę

Irydion – Pieśń konfederatów barskich

Zmarł gen. Antoni Heda-Szary

Gen. Antoni Heda-Szary, dowódca oddziałów partyzanckich AK, który wsławił się odbiciem w 1945 roku z kieleckiego więzienia UB kilkuset więzionych akowców – zmarł w piątek w wieku 91 lat.

Nabożeństwo żałobne za duszę generała odbędzie się 21 lutego w katedrze polowej Wojska Polskiego, później zostanie on pochowany w rodzinnym grobowcu w Podkowie Leśnej.

Antoni Heda-Szary urodził się 11 października 1916 roku w Małomierzycach koło Iłży w rodzinie chłopskiej. W młodości związany był z ruchem patriotycznym. Po ukończeniu szkoły powszechnej kształcił się w Szkole Technicznej w Radomiu. W 1937 roku został powołany do Szkoły Podchorążych Rezerwy. Pracę zawodową rozpoczął w Fabryce Zbrojeniowej w Starachowicach w izbie pomiarów.

Podczas wojny obronnej w 1939 roku walczył w składzie 12. Dywizji Piechoty pod Iłżą, a następnie na Lubelszczyźnie. Po klęsce próbował przejść przez zieloną granicę, ale został schwytany przez NKWD. Osadzono go w twierdzy Brześć. Po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej trafił do obozu jeńców rosyjskich, skąd udało mu się zbiec. Po powrocie w strony rodzinne podjął działalność konspiracyjną w Związku Walki Zbrojnej, został komendantem Podobwodu “Dolina”.

Wsławił się wówczas zdobyciem więzienia niemieckiego w Starachowicach i uwolnieniem ok. 80 ludzi. Z 60 z nich, którzy nie chcieli wracać do domów, utworzył oddział, co przyczyniło się do udzielenia mu przez komendę Okręgu Kielecko-Radomskiego AK zgody na przejście do partyzantki. Walczył w składzie zgrupowania AK Jana Piwnika ps. Ponury, gdzie m.in. uczestniczył w akcji zdobycia niemieckiego więzienia w Iłży, uwieńczonej uwolnieniem aresztowanych i skazanych na śmierć oraz akcji opanowania miasta Końskie i uwolnienia aresztowanych z niemieckiego więzienia.

W okresie akcji “Burza” walczył m.in. pod Radoszycami, Trawnikami i Szewcami. Jego oddział wchodził wówczas w skład II batalionu 3. Pułku Piechoty AK pod dowództwem kpt. Stanisława Poręby ps. Świątek.

Po zakończeniu wojny Heda-Szary pozostał w konspiracji, działając w ramach Ruchu Oporu Armii Krajowej, a następnie Delegatury Sił Zbrojnych. Na czele swojego oddziału wsławił się rozbiciem w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 roku komunistycznego więzienia w Kielcach, w którym UB i sowieccy funkcjonariusze “Smiersza” osadzili ponad 370 więźniów. W wyniku tej akcji uwolniono kilkuset więźniów, przeważnie byłych AK-owców. Heda-Szary przypłacił to jednak wielką tragedią osobistą – poszukujący go ubecy aresztowali jego rodzinę i zamordowali dwóch braci.

Po akcji w Kielcach zaprzestał działalności konspiracyjnej – pod zmienionym nazwiskiem, jako Antoni Wiśniewski, wyjechał na wybrzeże, a później do Ostródy. Był poszukiwany przez UB i w 1948 roku został aresztowany w Gdyni. Otrzymał cztery wyroki śmierci, w końcu dzięki interwencji byłych oficerów AL, którzy współdziałali z nim w 1944 roku, karę śmierci zamieniono na dożywocie. Siedział w więzieniach na Rakowieckiej, w Rawiczu i we Wronkach.

Wyszedł na wolność w 1956 roku, objęty amnestią. W dalszym ciągu prowadził jednak działalność niepodległościową, m.in. działając w NSZZ “Solidarność”. W 1981 roku został wybrany na Przewodniczącego Niezależnego Związku Kombatantów przy NSZZ “Solidarność”. Podczas stanu wojennego został internowany w Białołęce. Przez wiele lat był doradcą kardynała Stefana Wyszyńskiego.

W 1990 roku doprowadził do zjednoczenia ok. 30 organizacji kombatanckich w Światową Federację Polskich Kombatantów i został jej prezesem. W tym samym roku został także awansowany do stopnia pułkownika przez prezydenta RP na Uchodźstwie. Był także Głównym Komendantem Związku Strzeleckiego, nawiązującego do tradycji Drużyn Strzeleckich Józefa Piłsudskiego. W dowód uznania jego zasług 13 grudnia 2004 roku został awansowany do stopnia generała brygady Polskich Drużyn Strzeleckich. W 2006 roku podczas obchodów Święta 3 Maja mianowany został generałem brygady przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Był autorem dwóch książek: “Wspomnienie Szarego” i “Szary przeciw zdrajcom Polski”. Za swoje zasługi wojenne został odznaczony wieloma odznaczeniami, w tym dwukrotnie krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. W latach 90. związał się z narodowym środowiskiem Tygodnika “Ojczyzna”. Gen. Antoni Heda-Szary zmarł 15 lutego w wieku 91 lat.

Chwała bohaterom!

Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis. Requiescant in pace. Amen.

Narodowe Siły Zbrojne

Średniowiecze vs. współczesność

Według demokratów, liberałów, libertynów i innych sług Rewolucji średniowiecze, a także dalsze wieki, aż do czasów rewolucji francuskiej, uchodzą za czasy ucisku, ciemnoty, nędzy i zacofania. Według nich był to okres, kiedy ludem rządzili podli ciemiężyciele, wyzyskiwacze i tyrani, wykorzystujący go dla swoich potrzeb, nie pozwalający rozwijać mu się duchowo, kulturalnie i intelektualnie. Czas rozprawić się z tym mitem, jako papką propagandową wciskaną nam przez kolejne pokolenia pseudointelektualistów. Po pierwsze, istnieją dwa założenia w myśleniu demoliberałów, które każą patrzeć na średniowiecze jako na wiek ucisku. Pierwsze założenie ma charakter ekonomiczny, drugie kulturalno-społeczny i religijny.

Pierwsze stwierdzenie jest bardzo proste do obalenia. Wystarczy podać kilka argumentów, które przytacza Hans Hermann-Hoppe w swojej książce „Demokracja, bóg który zawiódł”. Po pierwsze czasy, aż do rewolucji francuskiej, były okresem tzw. „rządu prywatnego”. Władca, który sprawował władzę w danym państwie, nie był obieralnym, bezpłciowym ciałem politycznym, ale realną osobą, mającą realne interesy, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Wystawiony był na światło publiczne i to on ponosił odpowiedzialność za swoje czyny. Mając na uwadze osobisty interes gospodarczy starał się nie drenować nadmiernie swoich poddanych, wiedząc, że jego własność – czyli państwo, powinna służyć następnym pokoleniom jego potomków. Przedkładał dobra późniejsze nad dobra wcześniejsze, zatem jego preferencja czasowa była niska i prowadziła do szybkiego rozwoju państwa. Zupełnie inaczej ma się to w rządach demokratycznych, gdzie występuje tzw. „rząd publiczny”. Jest to ciało obieralne, najczęściej na bardzo krótki okres. Nie patrzy zatem w przyszłość, nie stara się pomnażać majątku, a jego preferencja czasowa jest bardzo wysoka. Dobra teraźniejsze przedkładane są nad późniejsze, które najpewniej nie będą dostępne w przyszłości dla rządzących w sposób demokratyczny. Rządy te mają to do siebie, że w krótkim czasie próbują zagarnąć i skonsumować jak najwięcej dóbr, które są w danym momencie dla nich osiągalne. Na poparcie tych tez wystarczy przytoczyć wskaźniki dotyczące wykorzystania przez rządzących ilości produktu narodowego. O ile „rząd prywatny” korzystał z ok. 6-8 % dóbr wytworzonych przez lud, to „rząd publiczny” zabiera ok. 50% produktu narodowego swoich obywateli, uważając to jednocześnie za wielki zaszczyt dla nich, skoro mogą oni „uczestniczyć w rządzeniu państwem”.

Drugi argumentem synów i córek Rewolucji jest zacofanie społeczno-kulturalne i religijne. Spójrzmy jednak, chociażby na architekturę średniowiecza i porównajmy ją z czasami współczesnymi. Czy to właśnie nie „zacofane” średniowiecze stworzyło, i to bez pomocy wyrafinowanej techniki, przepiękne, strzeliste katedry gotyckie, doskonale odzwierciedlające boską naturę? Wstyd to powiedzieć, ale nawet dzisiejsze kościoły wyglądające, jak nie przymierzając bunkry, ukazują upadek sztuki współczesnej. Innym powtarzającym się argumentem „intelektualistów” jest obskurantyzm religijny średniowiecza. Trzeba pamiętać jednak o tym, że religia gwarantowała wówczas ład, porządek i pokój między ludźmi. Ludzie wtedy nie nastawiali się wyłącznie na konsumpcję i mięli na uwadze cel najwyższy – czyli zbawienie. To przecież wiek XX, kiedy według współczesnych religia stała się przeżytkiem, przyniósł wyniszczające rewolucje społeczne i konflikty światowe o olbrzymim rozmiarze i milionach ofiar. Czy te wielkie przemiany kulturowe, które miały przynieść uwolnienie się od ciemnoty, nie sprowadzają się tak naprawdę do milionów „przeżuwaczy” zasiadających przed telewizorem i wpatrujących się w „reality shows” i tasiemcowe telenowele? Kultura wysoka była zawsze udziałem elity i zwykle po jakimś czasie spływała na gorzej wykształcony lud. Obecne czasy przyniosły raczej afirmację chamstwa, które nie dość, że mamy cierpliwie znosić, to powinniśmy je jeszcze „legitymizować”, jako „kulturę wysoką”. Nie warto już nawet pisać o „tolerancji” dla zboczeń, która stała się niejako składnikiem obecnych zachowań publicznych. Czy byłoby to do pomyślenia w średniowieczu, a nawet do czasów XX wieku?

Obecne czasy, to wiek lewicowo pojmowanej wolności, gdzie człowiek nie jest już odpowiedzialny za swoje działania, a wszelkie zbrodnie kładzie się na karb źle funkcjonującej rodziny lub społeczeństwa. Natomiast, każdy eksces i chamstwo ma być afirmowane jako przejaw „zdrowej” wolności i prawa do ekspresji.