Nicolás Gómez Dávila - obrońca cywilizacji rzymsko-katolickiej
Na początek mój stary artykuł.
Wczoraj przypadała 13 rocznica śmierci Nicolása Gómez Dávila, a dziś przypada 94 rocznica śmierci tego wielkiego człowieka, mistrza aforyzmu, ostatniego reakcjonisty, pogrobowca wczesnego średniowiecza i miłośnika literatury klasycznej.
Nicolás Gómez Dávila przyszedł na świat w Bogocie 18 maja 1913 roku; umarł w Bogocie, 17 maja 1994 roku. W wieku 6 lat wyjechał rodziną do Francji, gdzie uczęszczał do kolegium benedyktyńskiego. Tam zachorował na zapalenie płuc, z powodu którego został przykuty do łóżka na prawie dwa lata. Pobierał wtedy lekcje u filologów klasycznych i filozofów, co zaowocowało ogromnym uwielbieniem dla literatury klasycznej.
„Osiągnąłem mój jedyny cel: oddać się snowi życia w bibliotece.”
Po powrocie do Bogoty, w latach 30-stych, rozbudował swoją prywatną bibliotekę do ogromnej liczby, 30 tyś. woluminów, wszystkich w językach oryginalnych. „Trzeba by być całkiem nieczułym na urok starych książek, aby nie odczuć pola sił w bibliotece Nicolása Gómeza Dávili. Małe okna przepuszczają tylko załamane światło dnia, na niebiesko-czerwonym dywanie ustawione są, symetrycznie jak wartownicy, skórzane fotele; przed zamkniętym kominkiem stoi gazowy piecyk. Od podłogi po sufit piętrzą się szeregi pergaminowych, oprawnych w świńską skórę lub czerwony safian najpiękniejszych druków z Wenecji, Amsterdamu i Paryża. Pewien wiedeński księgarz, który sześćdziesiąt lat temu przybył do Bogoty wiele pomógł przy ich gromadzeniu” (Marlin Mosebach, ‘Odwiedziny…’) Książki dotyczyły wielu dziedzin, m.in. filozofii, historii, literatury klasycznej, teologii.
W 1948 roku podczas jazdy konnej w swej posiadłości „Canoas” pod Bogotą uległ wypadkowi, nie przeszkadzało mu to w codziennych spacerach, choć do końca lekko kulał.
„Demokratyczne instytucje otwierają obywatelowi drogę wyłącznie do paplania politycznych frazesów.”
„Są całe epoki, w których uznanie przynosi wstyd.”
Nigdy w swoim długim życiu nie zajmował żadnego stanowiska publicznego lub politycznego, mimo wielu propozycji. Nie godziło się to bowiem z jego konsekwentną postawą antydemokratyczną, dlatego nie podpisywał żadnych protestów, nie wypowiadał się na tematy publiczne. „Dávila trzymał się z dala od trwających dziesięciolecia sporów partyjnych między konserwatystami i liberałami; udało mu się uniknąć zarówno krwawej kulminacji przemocy jak i pokus robienia kariery ambasadora lub ministra, których mu nie oszczędzon.” (Franz Niedermayer, ‘Konserwatywna aforystyka z Kolumbii’).
Jego jedynym powołaniem i celem w życiu, oprócz tego ostatecznego, było studiowanie, czytanie i pisanie. Jest autorem setek wspaniałych myśli, scholii i aforyzmów, w których pobrzmiewa kilkanaście wieków cywilizacji łacińskiej, rzymsko-katolickiej. Nie zachodniej, nie protestanckiej, ale właśnie łacińskiej. W jego aforyzmach widać i rzymską togę i chrześcijańską tunikę, i szczęk mieczy średniowiecznych rycerzy i genialność Platona, św. Augustyna. Jako twórca był zawsze wymagający, dlatego osobiście przepisywał na maszynie i poprawiał teksty przeznaczone do publikacji.
„Walkę przeciwko światu musisz prowadzić w samotności. Gdzie dwóch, tam zdrada!”
Nicolás Gómez Dávila był pisarzem – eremitą, a jego dom (a przede wszystkim biblioteka) był jego klasztorem. Jego duchową postawę charakteryzowała twardość dawnych rycerzy, powściągliwość prawdziwych arystokratów, samodyscyplina i pracowitość mnichów. W samotności pracował nad aforyzmami, które nie miały być jednak oskarżeniami stawianym nowoczesnemu światu (który i tak by ich nie zrozumiał), miały tylko przechować święty ogień tradycji i tworzyć punkt oporu przeciwko jego oślizgłym mackom, wylewającym się z milionów odbiorników telewizyjnych, ogłuszającym barbarzyńską muzyką. Tak wypełniał swoje powołanie.
„Moje przekonania są przekonaniami starej kobiety, która w kącie kościoła mamrocze swoje pacierze.”
Był prawdziwym katolikiem, ufającym Bogu, wierzącym Chrystusowi i podejrzliwie rozglądającym się dookoła. Nie było to jakieś rozmiękczone tolerancją chrześcijaństwo, piejące w zachwycie o „fałszywym pokoju”, wolności wyznania i dialogu międzyreligijnym.
W jego katolicyzmie było miejsce na szczęk mieczy średniowiecznych krzyżowców i „bezrefleksyjne”( jak mawiają dzisiejsi ‘uduchowieni’ moderniści) odmawianie pacieży w zakątku kościoła, przez starą kobietę.
„Współczesny Kościół traktuje wiernych jak wyborców. Entuzjazm wielkich mas przedkłada nad indywidualne nawrócenia.”
„Drugi Sobór Watykański bardziej niż zgromadzeniem biskupów był tajną konferencją biznesmenów poirytowanych tym, że stracili klientów.”
Mówił: „Katolicyzm jest moją ojczyzną”, choć po Soborze watykańskim II, według Dávili pozostałą już tylko modlitwa. Niedługo przed śmiercią wyznał: „Kościół umiera. Musimy być sami z Bogiem. Modlitwa jest jedynym inteligentnym czynem”.
„Demokratyczne wybory rozstrzygają o tym, kto będzie uciskany w majestacie prawa.”
„Wszystkie typowe wyrażenia nowoczesnej epoki są zakamuflowanymi bluźnierstwami.”
Dla Dávili idea demokratyczna jest niczym innym jak obrzydliwym bluźnierstwem, nową religią, zsekularyzowanego świata, zabijającą prawdziwy i rzeczywisty, hierarchiczny ład. Jak pisze Dávila „demokracja jest antropoteistyczną religią. Jej zasadą jest opcja o charakterze religijnym; akt, w którym człowiek uznaje człowieka za Boga. Jej doktryną jest teologia boskiego człowieka, jej polityką urzeczywistnienie tej zasady w działaniu, w instytucjach, w dziełach (…). Boskość, jaką demokracja nadaje człowiekowi nie jest ani figurą retoryczną, ani poetyckim obrazem ani wreszcie niewinną hiperbol, lecz ścisłą definicją teologiczną”. Dlatego Dávila napisze: „Totalna rebelia wzbiera w nas przeciwko ostatecznemu buntowi. Całkowite odrzucenie demokratycznej doktryny jest ostatnim i skromnym refugium dla ludzkiej wolności. W naszych czasach rebelia jest albo reakcyjna albo jest obłudną i tanią farsą.”
„Cywilizacje są letnim brzęczeniem owadów między dwoma zimami.”
„Nie należę do świata, który przemija. Przedłużam i przekazuję prawdę, która nie umiera.”
Czy znakomity pisarz widzi jakaś receptę na walkę z demokratycznymi demonami odbudowanie cywilizacji łacińskiej? Nie, gdyż „nie ma nic bardziej godnego pożałowania niż reakcjonista z receptami”. Nie znaczy to jednak, ze mammy przestać działać, odurzyć się i zatonąć w demokratycznym szambie. Mamy stać jak rzymski legionista, kiedy Wezuwiusz zasypał Pompeje popiołami. Do końca, gdyż nasz suweren – Jezus Chrystus nie odwołał i nigdy nie odwoła swojego rozkazu – walki o „społeczne panowanie Chrystusa.” Musimy zatem wytrwać na straconym posterunku.
Comments(0)
