Archiwum tagu ‘geopolitics’

Nowy symbol Rosji – Aleksander Newski

alexander-nevsky

W trwającym ponad pół roku konkursie na najpopularniejszą postać historyczną zwyciężył średniowieczny książę Aleksander Newski. W zakończonym właśnie konkursie „Imię Rosji” przez Internet i telefon oddano w sumie 50 mln głosów. Zwyciężył XIII-wieczny strateg i wódz Aleksander Newski, który obronił Ruś przed Szwedami, a także odparł najazdy Litwinów, Niemców i Tatarów.

Na drugim miejscu znalazł się carski premier Piotr Stołypin, a na trzecim komunistyczny dyktator Józef Stalin. Kolejne zajęli Aleksander Puszkin, Piotr Wielki i Włodzimierz Lenin.

Aleksander Newski (ur. 30 maja 1220 w Perejasławiu Zaleskim, zm. 14 listopada 1263 w Grodźcu) – święty prawosławny, książę Nowogrodu Wielkiego od 1236, wielki książę włodzimierski z dynastii Rurykowiczów. Syn Jarosława II, wnuk Wsiewołoda III Wielkie Gniazdo.

W 1236 został obrany księciem Nowogrodu. W tym czasie ze wschodu nadciągały ordy tatarskie, na zachodzie coraz większe zagrożenie stwarzali Kawalerowie Mieczowi, a z północy zaczęli zagrażać Szwedzi. Pokonał ich w roku 1240 nad Newą, stąd wziął się jego przydomek. W 1242 zwyciężył Niemców i wyzwolił miasto Psków oraz odniósł słynne zwycięstwo nad wojskami zakonu Kawalerów Mieczowych na zamarzniętym jeziorze Pejpus (Czudzkim), co zapobiegło ich ekspansji na ziemie ruskie.

Następnie pokonał najeżdżające Ruś wojska litewskie. Będąc doskonałym dyplomatą, jednocześnie zawierał z Tatarami okresowe porozumienia. W 1249 przyjął tytuł księcia kijowskiego, a w 1252 – wielkiego księcia włodzimierskiego. W 1257 odbył wraz z Tatarami ekspedycję karną do Nowgorodu, powstrzymującego się z wypłatą danin.

W 1263 złożył śluby zakonne i przyjął imię Aleksy. 14 listopada tego samego roku zmarł, a jego ciało spoczęło we Włodzimierzu nad Klaźmą. W 1724 przewieziono je do Ławry Aleksandra Newskiego w Petersburgu, gdzie znajduje się do dnia dzisiejszego.

W 1547 został kanonizowany przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną.

Zamieszki w Grecji

Trwają zamieszki w Grecji, które rozpoczęły się po zabiciu 6 grudnia Aleksandrosa Grigoropulosa. Rząd znajduje się na skraju upadku, zatem powinien ostro zareagować na zaistniałą sytuację, czyli podzielić Ateny na kwartały, obstawiać je wojskiem i systematycznie czyścić. Jednocześnie tamtejsza bezpieka powinna eliminować poszczególnych przywódców tych lewackich band.

Stracona szansa “finlandyzacji” Polski

W „Plus Minus” z 6 XII 2008 przeczytałem ciekawy artykuł Piotra Kwiecińskiego, będący odpowiedzią na tezę, jakoby przejęcie władzy przez PPR po 44/45 było nieuchronne i nie miało  żadnej alternatywy.

Autor stawia tezę, że taka sytuacja mogłaby ulec zmienia gdyby: 1/ rząd w Londynie dogadał się z ZSRS w sprawie oddania Kresów za Ziemie Zachodnie, 2/ wydałoby nieoficjalna wojnę siłą sprzyjający ZSRS, w myśl hasła NSZ – „Nim Hitler runie – śmierć komunie”.

Wojna domowa rozpoczęta w 1943 między siłami prorządowymi, NSZ i innymi organizacjami antykomunistycznymi a siłami PPR i AL, przed wkroczeniem sił sowieckich do Polski miałaby oczywiście wynik wiadomy i skończyłaby się całkowitą marginalizacją PPR, a może nawet unicestwieniem. Na dodatek nieoficjalny rozejm między siłami antykomunistycznymi a lokalnymi dowódcami niemieckimi mógłby sprzyjać tego typu działaniom, zwłaszcza gdyby zaprzestano działań dywersyjnych w stosunku do Niemiec (c0 zresztą proponowały Narodowe Siły Zbrojne i  Stronnictwo Narodowe).

Piotr Skwieciński stawia tezę, że włączenie Polski było niemożliwe, a zatem ZSRS musiałoby pójść na pewien kompromis z siłami prolondyńskimi, co doprowadziłoby do „finlandyzacji” Polski.

Można jeszcze dodać, ze duże pole do popisu miałaby orientacja prorosyjska w Stronnictwie Narodowym, która mogłaby zaproponować swoje usługi zamiast „prozachodnich” spadkobierców Front Morges.

Rzeczpospolita mocarstwem środkowoeuropejskim?

Przynajmniej tak rzecze politolog George Friedman w rozmowie z “Rzeczpospolitą”, który uważa, że do osaczenia Rosji, potrzebna jest odrodzona nowa “I Rzeczpospolita”, która miałaby się stać głównym przeciwnikiem Rosji, a w przyszłości Turcji w Europie. Stanęłaby na czele państw środkowoeuropejskich i przejęłaby rolę, spełnianą przez RFN podczas III wojny światowej, zwanej też „zimną wojną”. Pełniłaby rolę podobną do tej, którą spełnia Izrael na Bliskim Wschodzie. Oczywiści miałaby być pierwszym pitbullem USA w Europie, czego nie omieszkał zaakcentować Friedman, mówiąc wprost, że nie mamy wyboru i musimy iść drogą, którą wyznaczą nam Stany.

Jak wiadomo autor tego bloga ma inklinacje euroimperialne, no ale skoro nie ma czego się lubi, to się lubi co się ma. Nie pogardzę zatem odrodzeniem I Rzeczpospolitej. ;)

Marek Cichocki: Suwerenność i Europa

Zajęcie przez Europę centralnego miejsca w świecie stało się możliwe dzięki ukształtowaniu się w nowożytności nowego porządku politycznego: suwerennych, centralistycznie rządzonych państw terytorialnych.

Choć pojęcie suwerenności zmienia swe znaczenie, nie jest ono jeszcze anachroniczne ani antynowoczesne. Suwerenność dała niegdyś europejskim państwom terytorialnym możliwość niezwykle szybkiego rozwoju i integracji europejskiej. Mimo globalizacji wciąż jest dziś warunkiem wolności.

Pojęcie suwerenności wyłoniło się z długiego procesu przemian politycznych, które dokonywały się w Europie na przestrzeni od XIV do XVI wieku. Ani w świecie starożytnym, ani w średniowieczu pojęcie to nie funkcjonowało w znanym nam dziś rozumieniu. Raczej znajdziemy różne rozproszone jego aspekty w innych pojęciach politycznych, takich jak władza, autonomiczność, zwierzchność, imperium. Jednak w znaczeniu, jakie nadali mu tacy myśliciele, jak Marsyliusz z Padwy, Jean Bodin, Hugo Grotius czy Tomasz Hobbes, wcześniej nie spotkamy.

Suwerenność wiąże się więc ze swoistą rewolucją w rozumieniu polityki, która dokonała się w Europie wraz z nowożytnością. Dzisiaj w wielu dyskusjach jej przywoływanie czy obrona – zwłaszcza w kontekście takich transnarodowych zjawisk, jak integracja europejska czy globalizacja – uważane jest za oczywisty przykład politycznego tradycjonalizmu, wręcz pewnego ideowego wstecznictwa. Przywiązanie do suwerenności w polityce kwalifikuje się najczęściej jako brak zrozumienia dla wymogów nowoczesności, kurczowe i irracjonalne trzymanie się rozwiązań nienowoczesnych, nieefektywnych, będących nie na czasie. Warto zwrócić na to uwagę, ponieważ w XVI wieku pojęcie suwerenności miało całkowicie inny, polityczny oraz intelektualny kontekst – było synonimem nowoczesności, wiązało się z nadzieją na osiągnięcie maksymalnej efektywności i porządku w polityce.

Pojęcie suwerenności odzwierciedlało praktyczne zabiegi, jakie czyniono w czasach nowożytnych, by scentralizować i zracjonalizować władzę polityczną. Zakładano, że tylko taka forma suwerennej władzy politycznej jest zdolna maksymalnie zmobilizować materialne oraz ludzkie zasoby. I dlatego tylko ona pod postacią państwa terytorialnego potrafi skutecznie poprowadzić na wielką skalę procesy nowoczesności. Dla wielu myślicieli nowożytności suwerenna władza polityczna i tożsame z nią państwo terytorialne traktowane były jako najdoskonalszy wehikuł modernizacji w Europie.

Proces skupienia władzy w jednym ośrodku – w rękach suwerena – poddanie polityki rygorowi scentralizowanej biurokracji państwowej, centralnemu, państwowemu planowaniu, ujednoliconemu systemowi prawnych reguł, wreszcie, zamknięcie jej w sztywnych ramach państwa terytorialnego przyniosło Europie niespotykaną wcześniej maksymalizację politycznych środków, która przejawiła się, między innymi, w eksploracji całego świata, a później w ekstensywnej polityce kolonialnej w najdalszych jego zakątkach. Pozwoliło także zaprowadzić na kontynencie przewidywalność relacji międzypaństwowych, tworząc poczucie bezpieczeństwa, stabilności, odpowiedzialności, choć nie eliminując konfliktów zbrojnych.

Zajęcie przez Europę centralnego miejsca w świecie stało się możliwe dzięki nowożytności i ukształtowaniu się specyficznego dla niej politycznego porządku międzypaństwowego – jus publicum Europaeum. Był to porządek suwerennych, centralistycznie rządzonych państw terytorialnych. Państwa te występowały względem siebie jako autonomiczne, zamknięte podmioty polityczno-prawne, jako swoiste personae morales, które wchodząc we wzajemne relacje – czy to przez monarchiczne koligacje rodzinne, dyplomację czy wreszcie wojnę (rozumianą jako prowadzenie polityki innymi metodami) – tworzyły europejski porządek równowagi sił.. W tym systemie państwa występowały względem siebie jako integralne całości, niby-osoby, w równorzędnych, podmiotowych relacjach. I chociaż nie podlegały one – jak twierdził w XVIII wieku Vattel – we wzajemnych relacjach żadnym moralnym systemom wartości czy moralnym i prawnym instancjom, to właśnie jako integralne, racjonalnie uporządkowane, cywilizowane podmioty polityczne kształtowały je podług równie racjonalnych i cywilizowanych reguł dyplomacji lub sztuki wojennej. Jeden z obserwatorów przyrównał ten mechanizm stosunków międzynarodowych do menueta, pisząc, że: “W osiemnastym wieku, prawdziwej epoce równowagi [w Europie - przyp. M.C.], nastąpiło nagle renversement des alliances, zmiana figur niczym w menuecie, przypływ i odpływ tanecznej ruchliwości. Pary, które w trakcie tańca stykają się ze sobą na krótką chwilę, są często bardzo osobliwe, barwne niczym arlekiny. Panuje wieczny niepokój, podejrzliwość”.

Europejski porządek międzynarodowy, jus publicum Europaeum, nazywany także często porządkiem westfalskim – od pokoju westfalskiego w 1648 roku, oparty na zasadzie równowagi między suwerennymi państwami, pozwolił zracjonalizować relacje międzynarodowe w Europie i stworzyć nowoczesne prawo międzynarodowe. Uważany był za istotne osiągnięcie cywilizowanego świata, w przeciwieństwie do obszarów położonych poza Starym Kontynentem, gdzie przeróżne ludy żyły jeszcze – jak sądzono – w stanie natury.

Europejski międzynarodowy system suwerennych państw doznał pierwszego poważnego uszczerbku za sprawą rozbiorów I Rzeczypospolitej pod koniec XVIII wieku. Jeżeli zgodnie z koncepcją suwerenności państwowe organizmy można było przyrównać do swoistych personae w znaczeniu prawnym i moralnym, to rozbiory należy uznać za rodzaj europejskiego kanibalizmu, który dokonał się między “cywilizowanymi” państwami. Zasada suwerenności – jak już wspomniano – nie eliminowała konfliktów między państwami, lecz jedynie porządkowała je zgodnie z przyjętymi regułami równowagi sił. Jednak wzajemne uznanie suwerenności oznaczało, że państwa nie mogą prowadzić między sobą konfliktów o charakterze totalnym i egzystencjalnym – takich, które skutkowałyby wymazaniem jakiegoś państwa z mapy Europy. Oznaczałoby to bowiem zakwestionowanie podstawowej zasady porządku suwerennego państwa, a mianowicie wzajemnego uznania swej nieusuwalnej podmiotowości. Dlatego też wydarzenie rozbiorów słusznie skomentował Edmund Burke w 1772 następująco: “Obecny brutalny rozbiór i zabór Polski bez pretekstu wojny, nawet bez cienia racji, należy uznać za pierwsze poważne naruszenie współczesnego systemu politycznego Europy”.

Warto jednak pamiętać, że nowożytny proces racjonalizacji władzy politycznej i tworzenia się suwerenności terytorialnej nie przebiegał na kontynencie europejskim równomiernie. W całkowicie czystej postaci wykształcił się on we Francji oraz w państwie pruskim. W Wielkiej Brytanii zachodził z wyraźnym opóźnieniem i lokalną specyfiką (parlamentaryzm i supremacja władzy parlamentu). Wyraźne i uporczywe odstępstwo od reguł nowożytnej suwerenności wykazywała struktura związku szwajcarskiego oraz Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Także I Rzeczpospolita stanowiła na kontynencie wyraźną odmienność w sposobie definiowania władzy politycznej, a wytrwały sprzeciw Polaków wobec absolutum dominium był wyraźną rewoltą obywateli Rzeczypospolitej wobec suwerena i stał się trwałą cechą ustroju tej republiki. Nieprzypadkowo zresztą wszystkie te zrewoltowane wobec nowożytnej koncepcji suwerenności twory polityczne w Europie zostały ostatecznie zlikwidowane w podobnym czasie, na przełomie XVIII i XIX wieku. To w tym historycznym kontekście padają znamienne słowa Adama Mickiewicza w jego Prelekcjach paryskich: “Traktat westfalski zmienia położenie wszystkich państw europejskich; pochód historyczny narodów ulega w epoce tego traktatu gwałtownej zmianie; inne pojęcia, inne dążności biorą górę. [...] Polityka, która teraz nastaje, zasadza się na egoizmie, na interesie terytorialnym; ma na swe usługi przebiegłość ministrów. Obecnie celem dążeń będzie zaokrąglanie posiadłości; będzie się szukać naturalnych granic; po raz pierwszy pada nieszczęsne słowo: nieprzyjaźnie naturalne. [...] Teraz szukać się będzie naturalnych granic między ludźmi; teraz działać się będzie tylko w imię interesów materialnych, reprezentowanych przez interes terytorialny; rozległość, ważność terytorium stawia się wyżej nad zasady moralne. [...] Po traktacie westfalskim w poglądach i umysłach społeczności europejskiej zachodzi zupełna odmiana”. Ofiarą tej “zupełnej odmiany” miały paść Federacja Szwajcarska, Święte Cesarstwo i I Rzeczpospolita.

Wiek XIX to apogeum nowożytnej koncepcji suwerenności w Europie, która przyjmuje postać terytorialnego i narodowego państwa o ustroju demokratyczno-parlamentarnym. Ale jednocześnie był to początek jej końca. Apogeum przejawiało się w kolonialnej ekspansji i absolutnym europocentryzmie. Jednak już obie wojny światowe w XX wieku pokazały, że europejski system suwerennych państw pogrąża się w niemocy. Oba konflikty, pierwotnie o wewnątrzeuropejskich przyczynach, kończyły się niezbędną do zawarcia pokoju interwencją zewnętrzną Stanów Zjednoczonych. Suwerenne państwa wciąż były w stanie wywoływać konflikty, ale najwyraźniej utraciły zdolność budowania systemu pokoju i bezpieczeństwa. Zimnowojenny podział świata między dwa mocarstwa – USA i ZSRS – właściwie przypieczętował ostatecznie całkowitą marginalizację Europy i jej suwerennych państw – tej samej Europy, która przecież niespełna sto lat wcześniej uważała się jeszcze za pępek świata.

Strukturalnie integracja europejska wcale nie powstała więc jako odpowiedź na XX-wieczne totalitaryzmy. W sensie moralnym możemy, oczywiście, tak uważać i mamy po temu prawo. Jednak strukturalnie integracja wyrasta z tego samego zjawiska kryzysu terytorialnego suwerennego państwa narodowego, z którego swe racje czerpał w XX wieku syndykalizm, faszyzm czy komunizm. W przypadku tych ideologii odpowiedzią na zjawisko rozpadu jus publicum Europaeum była masowa demokracja, idea dyktatury, w końcu także koncepcja państwa totalnego, a wreszcie… ludobójstwo. W przypadku integracji europejskiej odpowiedzią jest supranacjonalizm, schłodzenie demokracji narodowych i rządy prawa. Nie oznacza to, że samo zjawisko suwerenności odchodzi do lamusa. Zanikają jedynie jej nowożytne desygnaty, takie jak granice, terytorialność, administracyjna centralizacja. Suwerenność staje się przez to mniej dosłowna, jest bardziej ukryta i realizuje się przede wszystkim w pośredni sposób: przez żywotność tożsamości w życiu publicznym i kulturalnym, zdolność do przenikania w struktury i instytucje ponadnarodowe oraz wpływ na nie, realne możliwości ekspedycyjne w zakresie militarnym, względne bezpieczeństwo energetyczne, tworzenie własnych systemów bezpieczeństwa wewnętrznego, szczególnie w obszarze cyberprzestrzeni, danych osobowych oraz zdolności finansowych. Oznacza to więc nie tylko zachowanie wrażliwości w sprawach utrzymania suwerenności, ale również jej definiowanie od nowa adekwatnie do wyzwań nowych czasów. Podmiotowa polityka musi się więc opierać zarówno na wrażliwości w sprawach suwerenności, jak i na adekwatnym jej definiowaniu. W dalszym ciągu nie zmieniło się bowiem jedno: zachowanie suwerenności nadal jest podstawowym warunkiem wolności.

Marek Cichocki

Autor jest filozofem, redaktorem naczelnym Nowej Europy (pisma, a nie tego bloga – zbieżność nazw przypadkowa) oraz współzałożycielem Teologii Politycznej. W 2007 był negocjatorem w sprawie traktatu konstytucyjnego oraz traktatu reformującego UE.