Archive for the 'Historia' Tag

22 czerwca 1941

Oddajmy głos Stańczykowi:

Państwo, które leżąc w centrum Europy, znajdowało się pomiędzy oboma imperiami musiało stać się imperium, gdyż państwo narodowe nie może wygrać z imperium. I stało się Imperium Germanicum. Ale równocześnie, jak wiemy, nie mogło ono być reprezentacją Imperium Europaeum, gdyż nie dysponowało autentycznie europejską formułą imperialną, lecz jedynie formułami zaczerpniętymi z ideologii plemiennej, narodowej i rasowej, aczkolwiek nie należy zapominać o tym, że niektórzy jego ideologowie, propagandyści i intelektualiści starali się nawiązywać do autentycznych tradycji imperialnych Europy. Niezależnie jednak od ideologii, od ustroju politycznego, od polityki wobec narodów swoich europejskich prowincji, na płaszczyźnie geopolitycznej i geostrategicznej Imperium Germanicum było wcieleniem i instrumentem Imperium Europaeum. Dla historyków piszących imperialną kronikę Imperium Europaeum Imperium Germanicum nie jest przedmiotem zainteresowania jako twór ideologiczny, polityczny, prawny czy kulturalny, ale przede wszystkim jako twór geopolityczny i geostrategiczny, ponieważ na tej płaszczyźnie było ono wcieleniem i instrumentem Imperium Europaeum. Albowiem niezależnie od metod, jakie w tym celu zastosowało, dokonało ono niezbędnego w każdych warunkach i okolicznościach - wówczas, dziś i jutro - geopolitycznego zjednoczenia Europy, aby jej zasoby, ludność i przestrzeń wykorzystać do walki z oboma wrogimi imperiami. Podobnie jak one pchane było przez geopolityczny imperatyw do utrwalenia swojej suwerenności, która w warunkach istnienia i działania imperiów oznacza zawsze dążenie do stworzenia imperium, do pomnożenia jego potęgi i chwaty, a tym samym do panowania nad światem. W imperialnych kronikach Imperium Europaeum złotymi zgłoskami zapisana jest decyzja, którą podjął imperator Imperium Germanicum lub inaczej - którą, posługując się nim, podjęło Imperium Europaeum: pewnego upalnego czerwcowego dnia pancerne dywizje, doborowe jednostki piechoty, elitarne oddziały bojowe Imperium Germanicum runęły stalową lawiną na Imperium Wschodnie, które miało wówczas formę Imperium Sovieticum, i szły naprzód jak burza, aby je pokonać i zniszczyć.

Na płaszczyźnie ideologiczno-politycznej były to dywizje plemienno-narodowo-rasowego Imperium Germanicum i walczyły pod jego sztandarami, ale na płaszczyźnie geostrategicznej i geopolitycznej były to dywizje Imperium Europaeum i walczyły pod jego niewidzialnymi sztandarami. Były to dywizje Imperium Europaeum w tym sensie, że musiałyby iść na wschód niezależnie od tego, kto, o jakich politycznych i ideologicznych przekonaniach i koncepcjach, jakiej narodowości, rasy czy religii wydałby im rozkaz do ataku. Rozkaz taki byłby rozkazem zgodnym z geopolityką i geostrategią Imperium Europaeum niezależnie od tego, czy wydałby go cesarz, prezydent, mędrzec, głupiec, zbrodniarz czy święty. Był słuszny wcześniej, wtedy i będzie zawsze, albowiem dla Imperium Europaeum Imperium Wschodnie to śmiertelny, odwieczny wróg, który musi zostać zniszczony jako imperium, gdyż zamyka Imperium Europaeum drogę do panowania nad światem.

Twardzi jak stal

Polecam album muzyczny, będący hołdem dla Narodowych Sił Zbrojnych:

Do ściągnięcia: tutaj

Estirpe Imperial - Sangre Española

Narodowe Siły Zbrojne

Upadek państwa demoliberalnego na przykładzie włoskiej Kalabrii

Mój stary artykuł.

W sobotnim wydaniu Rzeczpospolitej w dodatku „Plus-Minus” przeczytałem tekst Piotr Kowalczuka „Kalabria - protektorat mafii”. Autor, być może nie zdając sobie z tego sprawy, pokazuje znakomicie jak wygląda państwo demoliberalne w praktyce.

Cała rzecz ma miejsce w Kalabrii, a konkretnie chodzi o włoską organizację przestępczą, popularnie zwaną mafią, choć konkretnie organizacja nazywana „Mafią” była związana z Sycylią. Kalabryjska odmiana mafii to ‘ndrangheta (co w języku greckim oznaczało siłę ducha i prawość), składająca się z luźno powiązanych klanów, opartych na związkach krwi. Opanowała ona południową część „włoskiego buta”, prowincję zwaną Kalabrią, a jej krociowe zyski związane są przede wszystkim z handlem kokainą.

Panorama historyczna

Przechodząc do meritum sprawy trzeba wspomnieć, że w Kalabrii społeczeństwo w dużej mierze opiera się na stosunkach quasi-feudalnych, pozostałych jeszcze od czasów średniowiecza. Początek rozkwitu różnych tajnych organizacji wchodzących na drogę przestępczą, wiąże się ze zjednoczeniem Włoch, złamaniem przywilejów lokalnych i centralizacją prowincji, które nigdy nie tworzyły wspólnego państwa, a tym bardziej państwa opartego na nowoczesnym, scentralizowanym systemie biurokratycznym, gdzie połamane są wszystkie uprawnienia i przywileje lokalne.

Niech nas nie zwiedzie ustrój powstały po zjednoczeniu królestw i księstw Półwyspu Apenińskiego. Już od czasów tzw. „Wiosny ludów” i wprowadzenia konstytucji Królestwo Piemontu (to ono dokonało zjednoczenia Włoch z niemałą pomocą karbonariuszy, masonerii i zwykłych rewolucjonistów – szacuje się że w 1890 roku w parlamencie włoskim na 540 posłów, 300 należało do masonerii) było ostoją liberalizmu, wzorującego się na stosunkach panujących w Anglii, przede wszystkim w partii Whigów. Do tego dochodził antykatolicyzm warstwy rządzącej, ukształtowany na indywidualistycznej wizji jednostki, wierze w postęp i „walce z zabobonami”. Konsekwencją postawy antykatolickiej była seria ustaw antykatolickich, sankcjonujących kasacje zakonów, grabieże klasztorów i sakralnych dzieł sztuki, wprowadzenie ślubów cywilnych, poddanie księży i kleryków obowiązkowej służbie wojskowej (!). Papieża w propagandowych artykułach i publicznych wystąpieniach nazywano „czarnym upiorem”, „królem ciemności”, „nowoczesnym Judaszem”. Normalizacja stosunków z papieżem rozpoczęła się dopiero za czasów rządów Mussoliniego, czego przykładem było podpisanie „paktów laterańskich”.

Centralizacja przeprowadzona przez rządy Królestwa Włoch, z liberałem Cavourem na czele, doprowadziła do obalenia miejscowych dynastii i arystokratów, tworząc pole nadużyć dla bezdusznych urzędników, ścigających drakońsko wysokie podatki (w 1968 wprowadzono nawet podatek od mielonego zboża (!), konsekwencją tych działań była insurekcja biedoty wiejskiej, a liczba ofiar wyniosła ok. 250), wcielających mężczyzn do przymusowej armii z poboru i łamiących lokalne prawa oraz przywileje, często obowiązujące od wieków. Zniszczono wszelkie odrębności prowincjonalne, stanowe oraz zmniejszono radykalnie znaczenie ciał pośredniczących, będących od zawsze tamą dla biurokracji i zabezpieczeniem podstawowych wolności społecznych.

Porządek metapolityczny

Konserwatyści i tradycjonaliści, odrzucają tezę jakoby człowiek był wolnym elektronem i jednostką samowystarczalną. Liberałowie hołdując tym wyobrażeniom, choć często jest to cyniczna propaganda na użytek ludzi, uważających się za warstwy oświecone państwa, szybko podporządkowują sobie kolejne sfery życia publicznego. Konserwatywna wizja państwa polega na stworzeniu wielu naturalnych zabezpieczeń, takich jak parafie, gminy, prowincje i inne ciała pośredniczące oraz pozostawienia w ich gestii (jako urządzeń wytworzonych drogą naturalną, jeszcze przed powstaniem państwa) uprawnień dotyczących sfery społecznej życia ludzkiego, przy jednoczesnej monopolizacji sfery politycznej.

Odwrotnie jest w państwach demoliberalnych. Otóż demoliberałowie i ich następcy – socjaliści, szybko monopolizując sferę działań społecznych człowieka, tak samo szybko rozmywają pojęcie suwerenności politycznej. Monopolizacja sfery społecznej prowadzi przede wszystkim do wtłoczenia człowieka w bezwzględny aparat represji urzędniczej, „przerobienia” go na „numerek ewidencyjny” i maksymalnego odczłowieczenia. Człowiek nie nazywa się już „Jan Kowalski”, ale jest określany jako numer, na długiej liście podobnych numerów.

Tak samo wybory centralne stają się polem popisu dla „cyfrokracji”. Ludzie nie głosują już na kandydatów lokalnych, ale na bliżej im nieznanych polityków z centralnych aglomeracji państwa, narażając się jednocześnie na bezwzględną propagandę wtłaczaną im przez media, będące pasem transmisyjnym wszelkich idei postępowych. Media prowadzą bowiem nieustającą kampanie rozmywająca pojęcie władzy, a tym samym wzmacniającą własną rolę, jako trybuna ludowego, sługi nowego cezara – bezosobowego kapitału. Jednocześnie prowadzą rozbudowaną kampanię na rzecz zwiększenia przywilejów socjalnych, czyli nowoczesnej wersji „panem et circensem”. Sytuacja ta jest jak najbardziej korzystna dla demoliberalnych warstw rządzących, gdyż po rozmywa ich odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa, daje możliwość prywatnych przedsięwzięć na styku państwa i gospodarki i jednocześnie możliwość zatrudnienia armii urzędników, kontrolujących życie społeczne, w nieznanym do tej pory zakresie, przy całkowitej bierności społeczeństwa

Porządek polityczny

Wszystkie społeczności odizolowane od głównych centrów zarządzania państwem wytwarzają odmienną kulturę i sposób życia, od tego przyjmowanego za oczywisty w wielkich aglomeracjach. Przykład Kalabrii pokazuje, jak związki lokalne i związki krwi są ważne dla małych społeczności. Państwo, uzurpujące sobie funkcje przynależne społeczeństwu a jednocześnie pozbywające się sobie właściwych funkcji policyjnych i porządkowych, staje się niewystarczającym gwarantem ładu publicznego. W tym momencie pojawia się na scenie mafia – organizacja przestępcza, która „za ochronę” pobiera mniejsze datki, daje części mieszkańców możliwość zatrudnienia w przedsiębiorstwach – które nie są publiczne, ale należą do szefów mafii, czyli muszą przynosić zyski, a tym samym podatnicy nie muszą do nich dokładać. Mafia tworzy ład społeczny bezwzględnie eliminując ludzi, którzy ten lad chcieliby naruszyć (brak kary śmierci w państwach Europy!). Oczywiście, w organizacji – w której członkostwo i stosunki z założenia są tajne, a sama organizacja wchodzi na pola działalności przestępczej – musi dochodzić do wypaczeń, jednak dla ludności lokalnej działalność mafii daje w ostatecznym rozrachunku korzyści, których nie może zagwarantować państwo.

Na koniec warto zauważyć, że działalność mafijną na Sycylii, w latach 20, zdołał zdławić jedynie przedstawiciel reżimu faszystowskiego (reżim będący mieszanką nacjonalizmu, etatyzmu i kultu wodza), w którym władza, pomimo, że wchodzi w pola działalności społecznej (choć na początku lat 20 reżim Mussoliniego, a przede wszystkim minister finansów Alberto De Stefani przeprowadził liberalne gospodarczo reformy, niespotykane w całej historii Włoch – redukując wydatki państwowe, znosząc monopole, taryfy protekcyjne, ograniczając umowy zbiorowe, stabilizując lira metodami „monetarystycznymi”, później, wraz z kryzysem lat 30, państwo włoskie poszło w kierunku etatyzmu), to nie odrzuca suwerenności politycznej.

Wyrzekając się złudnej idei „państwa prawa”, działając metodami administracyjnymi, nie zważając na brak dowodów winy, zdołano zdusić mafię sycylijską, zamykając na podstawie decyzji administracyjnych większość przywódców klanów sycylijskich. Ten aspekt działalności państwowej pokazuje, że tylko zdecydowane działania suwerena politycznego, nie obliczone na poklask demoliberalnej klasy inteligenckiej, lubującej się w teoretycznych dywagacjach, może doprowadzić do przywrócenia ładu publicznego. Hiszpański myśliciel tradycjonalistyczny – Juan Donoso Cortés – stwierdził w swojej znakomitej mowie „O dyktaturze”, że kiedy obniża się stopień religijności, podwyższeniu musi ulec stopień natężenia władzy politycznej. Miał rację.

Średniowiecze vs. współczesność

Według demokratów, liberałów, libertynów i innych sług Rewolucji średniowiecze, a także dalsze wieki, aż do czasów rewolucji francuskiej, uchodzą za czasy ucisku, ciemnoty, nędzy i zacofania. Według nich był to okres, kiedy ludem rządzili podli ciemiężyciele, wyzyskiwacze i tyrani, wykorzystujący go dla swoich potrzeb, nie pozwalający rozwijać mu się duchowo, kulturalnie i intelektualnie. Czas rozprawić się z tym mitem, jako papką propagandową wciskaną nam przez kolejne pokolenia pseudointelektualistów. Po pierwsze, istnieją dwa założenia w myśleniu demoliberałów, które każą patrzeć na średniowiecze jako na wiek ucisku. Pierwsze założenie ma charakter ekonomiczny, drugie kulturalno-społeczny i religijny.

Pierwsze stwierdzenie jest bardzo proste do obalenia. Wystarczy podać kilka argumentów, które przytacza Hans Hermann-Hoppe w swojej książce „Demokracja, bóg który zawiódł”. Po pierwsze czasy, aż do rewolucji francuskiej, były okresem tzw. „rządu prywatnego”. Władca, który sprawował władzę w danym państwie, nie był obieralnym, bezpłciowym ciałem politycznym, ale realną osobą, mającą realne interesy, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Wystawiony był na światło publiczne i to on ponosił odpowiedzialność za swoje czyny. Mając na uwadze osobisty interes gospodarczy starał się nie drenować nadmiernie swoich poddanych, wiedząc, że jego własność – czyli państwo, powinna służyć następnym pokoleniom jego potomków. Przedkładał dobra późniejsze nad dobra wcześniejsze, zatem jego preferencja czasowa była niska i prowadziła do szybkiego rozwoju państwa. Zupełnie inaczej ma się to w rządach demokratycznych, gdzie występuje tzw. „rząd publiczny”. Jest to ciało obieralne, najczęściej na bardzo krótki okres. Nie patrzy zatem w przyszłość, nie stara się pomnażać majątku, a jego preferencja czasowa jest bardzo wysoka. Dobra teraźniejsze przedkładane są nad późniejsze, które najpewniej nie będą dostępne w przyszłości dla rządzących w sposób demokratyczny. Rządy te mają to do siebie, że w krótkim czasie próbują zagarnąć i skonsumować jak najwięcej dóbr, które są w danym momencie dla nich osiągalne. Na poparcie tych tez wystarczy przytoczyć wskaźniki dotyczące wykorzystania przez rządzących ilości produktu narodowego. O ile „rząd prywatny” korzystał z ok. 6-8 % dóbr wytworzonych przez lud, to „rząd publiczny” zabiera ok. 50% produktu narodowego swoich obywateli, uważając to jednocześnie za wielki zaszczyt dla nich, skoro mogą oni „uczestniczyć w rządzeniu państwem”.

Drugi argumentem synów i córek Rewolucji jest zacofanie społeczno-kulturalne i religijne. Spójrzmy jednak, chociażby na architekturę średniowiecza i porównajmy ją z czasami współczesnymi. Czy to właśnie nie „zacofane” średniowiecze stworzyło, i to bez pomocy wyrafinowanej techniki, przepiękne, strzeliste katedry gotyckie, doskonale odzwierciedlające boską naturę? Wstyd to powiedzieć, ale nawet dzisiejsze kościoły wyglądające, jak nie przymierzając bunkry, ukazują upadek sztuki współczesnej. Innym powtarzającym się argumentem „intelektualistów” jest obskurantyzm religijny średniowiecza. Trzeba pamiętać jednak o tym, że religia gwarantowała wówczas ład, porządek i pokój między ludźmi. Ludzie wtedy nie nastawiali się wyłącznie na konsumpcję i mięli na uwadze cel najwyższy – czyli zbawienie. To przecież wiek XX, kiedy według współczesnych religia stała się przeżytkiem, przyniósł wyniszczające rewolucje społeczne i konflikty światowe o olbrzymim rozmiarze i milionach ofiar. Czy te wielkie przemiany kulturowe, które miały przynieść uwolnienie się od ciemnoty, nie sprowadzają się tak naprawdę do milionów „przeżuwaczy” zasiadających przed telewizorem i wpatrujących się w „reality shows” i tasiemcowe telenowele? Kultura wysoka była zawsze udziałem elity i zwykle po jakimś czasie spływała na gorzej wykształcony lud. Obecne czasy przyniosły raczej afirmację chamstwa, które nie dość, że mamy cierpliwie znosić, to powinniśmy je jeszcze „legitymizować”, jako „kulturę wysoką”. Nie warto już nawet pisać o „tolerancji” dla zboczeń, która stała się niejako składnikiem obecnych zachowań publicznych. Czy byłoby to do pomyślenia w średniowieczu, a nawet do czasów XX wieku?

Obecne czasy, to wiek lewicowo pojmowanej wolności, gdzie człowiek nie jest już odpowiedzialny za swoje działania, a wszelkie zbrodnie kładzie się na karb źle funkcjonującej rodziny lub społeczeństwa. Natomiast, każdy eksces i chamstwo ma być afirmowane jako przejaw „zdrowej” wolności i prawa do ekspresji.