Sabaton 40 - 1
Polskie Termopile - Wizna.
Polskie Termopile - Wizna.
Alan Duncan to pierwszy deputowany brytyjskiej Partii Konserwatywnej, który zawrze związek partnerski.
Duncan zasiada w Izbie Gmin od 16 lat i przed kilku laty jako pierwszy konserwatywny parlamentarzysta przyznał się, że jest gejem. David Cameron, przewodniczący Partii Konserwatywnej, powiedział, że jest “zachwycony” tą wiadomością i będzie jednym z gości podczas ceremonii.
Jak widać, torysi to moralne popłuczyny po swoich arystokratycznych antenatach.
“Plebejusza od człowieka kulturalnego odróżnia uczestniczenie tego pierwszego w “życiu kulturalnym”.”
Nicolás Gómez Dávila
Dzisiaj o przyjaźni polsko-węgierskiej.
“Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki.”
“Lengyel, magyar, két jó barát, együtt harcol, s issza borát.”
Dzisiaj fragment hiszpańskiego filmu nt. wojny domowej w Hiszpanii.
![]()
Włożę spodnie czarne, cmentarne
i pójdę w siną dal,
i nic nie zostanie tu po mnie,
jeno ten cichy żal,
jeno te białe modrzewie,
jeno ten czarny frasunek
i gdzieś tam w knajpce za miastem
nie zapłacony rachunek.
Gdy skonam, o moi najdrożsi,
a skonam wieczorem niebieskim,
napiszcie list, przyjaciele,
do panny Felicji Kruszewskiej.
Felicja, słodka poetka,
napisze mi epitafium:
JAKA SZKODA, PANOWIE I PANIE,
ŻE ZNOWU POETĘ SZLAG TRAFIŁ!
Konstanty Ildefons Gałczyński
Czyżby wreszcie pojawił się sensowny film o krucjatach? Zobaczymy co pokażą Szwedzi. Tutaj oficjalny trailer:
Ianva to włoski projekt grający śródziemnomorski neofolk z wyraźnym akcentem militarnym i ukierunkowaniem na historię.
Przepiękny album “Dissobedisco” opowiada romantyczną historię miłosną rozgrywającą się podczas zajęcia Fiume w latach 1918 - 20 przez nacjonalistycznego poetę Gabriela d’Annunzio i jego bojówki “arditi”.
Wspaniała muzyka, klimat śródziemnomorski, kawiarnia Stara Europa, wojna, miłość, heroizm, patos…
Ściągnij: tutaj
Wypisy z Szymborskiej
Wstępującemu do Partii
Pytania brzmią ostro,
ale tak właśnie trzeba,
bo wybrałeś życie komunisty
i przyszłość czeka
twoich zwycięstw.
Jeśli jak kamień w wodzie
będzie twe czuwanie,
gdy oczy zamiast widzieć
będą tylko patrzeć,
gdy wrząca miłość
w chłodne zamieni się sprzyjanie,
jeśli stopa przywyknie do drogi najgładszej.
Partia. Należeć do niej,
z nią działać, z nią marzyć
z nią w planach nieulękłych,
z nią w trosce bezsennej -
wierz mi, to najpiękniejsze,
co się może zdarzyć,
w czasie naszej młodości
- gwiazdy dwuramiennej.
Młodzieży budującej Nową Hutę
Kto dom zbudował, w którym mieszkam?
Kto kładł swą pracę na fundament?
“w murarz, zdun i szklarz, i cieśla
minięci są przez ludzką pamięć.
Klasa z pamięcią złą - umiera.
Wierniejszą pamięć wybieramy:
sama jak książka się otwiera
w miejscach najczęściej czytywanych.
Dziś dla was, przy was, od was, młodzi,
miasta zaczyna się życiorys.
Pamięć imiona wasze co dzień
Notuje słowem zdobnym w podziw,
notuje normy waszej poryw
i włącza w piękny plan obliczeń.
Bo to jest pamięć robotnicza
służąca klasie robotniczej.
Ten dzień
(o śmierci Józefa Stalina)
Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
- Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!
Oto Partia - ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.
Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.
Na powitanie budowy socjalistycznego miasta
Z asfaltu i woli wytrwałej będzie szerokość ulic.
Z cegieł i dumnej odwagi będzie wysokość budynków.
Z żelazai świadomości powstaną przęsła mostów.
Z nadziei będzie drzew zieleń
Z radości - świeża biel tynku.
Miasto socjalistyczne - miasto dobrego losu.
Bez przedmieść i bez zaułków.
W przyjaźni z każdym człowiekiem.
Najmłodsze z miast, które mamy.
Najstarsze z miast, które będą.
Najmłodsze na jutro bliskie.
Najstarsze na jutro dalekie.
Lenin
Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament -
grób, w którym leżał ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.
I na deser, wiersz o rewolucji bolszewickiej:
Gdy się wdarli na te schody marmurowe,
kołowały światła złoceń jak w lichtarzach,
dygotały ściany płowe, stropy płowe
i warczało echo kroków w korytarzach.
Stary świecie oto przyszła noc zapłaty.
Gdzie się kryjesz przed wyklętym, który powstał
(…)
Więc zapadaj się jak w topiel w głąb zwierciadła
jazdo moru, jazdo głodu, pańska jazdo
z każdą chwilą podobniejsza do widziadła
Kawalerio kapitału, na dno, na dno.
Od red.: Przypominamy dorobek naszej wielkiej noblistki.
Mój stary artykuł.
W sobotnim wydaniu Rzeczpospolitej w dodatku „Plus-Minus” przeczytałem tekst Piotr Kowalczuka „Kalabria - protektorat mafii”. Autor, być może nie zdając sobie z tego sprawy, pokazuje znakomicie jak wygląda państwo demoliberalne w praktyce.
Cała rzecz ma miejsce w Kalabrii, a konkretnie chodzi o włoską organizację przestępczą, popularnie zwaną mafią, choć konkretnie organizacja nazywana „Mafią” była związana z Sycylią. Kalabryjska odmiana mafii to ‘ndrangheta (co w języku greckim oznaczało siłę ducha i prawość), składająca się z luźno powiązanych klanów, opartych na związkach krwi. Opanowała ona południową część „włoskiego buta”, prowincję zwaną Kalabrią, a jej krociowe zyski związane są przede wszystkim z handlem kokainą.
Panorama historyczna
Przechodząc do meritum sprawy trzeba wspomnieć, że w Kalabrii społeczeństwo w dużej mierze opiera się na stosunkach quasi-feudalnych, pozostałych jeszcze od czasów średniowiecza. Początek rozkwitu różnych tajnych organizacji wchodzących na drogę przestępczą, wiąże się ze zjednoczeniem Włoch, złamaniem przywilejów lokalnych i centralizacją prowincji, które nigdy nie tworzyły wspólnego państwa, a tym bardziej państwa opartego na nowoczesnym, scentralizowanym systemie biurokratycznym, gdzie połamane są wszystkie uprawnienia i przywileje lokalne.
Niech nas nie zwiedzie ustrój powstały po zjednoczeniu królestw i księstw Półwyspu Apenińskiego. Już od czasów tzw. „Wiosny ludów” i wprowadzenia konstytucji Królestwo Piemontu (to ono dokonało zjednoczenia Włoch z niemałą pomocą karbonariuszy, masonerii i zwykłych rewolucjonistów – szacuje się że w 1890 roku w parlamencie włoskim na 540 posłów, 300 należało do masonerii) było ostoją liberalizmu, wzorującego się na stosunkach panujących w Anglii, przede wszystkim w partii Whigów. Do tego dochodził antykatolicyzm warstwy rządzącej, ukształtowany na indywidualistycznej wizji jednostki, wierze w postęp i „walce z zabobonami”. Konsekwencją postawy antykatolickiej była seria ustaw antykatolickich, sankcjonujących kasacje zakonów, grabieże klasztorów i sakralnych dzieł sztuki, wprowadzenie ślubów cywilnych, poddanie księży i kleryków obowiązkowej służbie wojskowej (!). Papieża w propagandowych artykułach i publicznych wystąpieniach nazywano „czarnym upiorem”, „królem ciemności”, „nowoczesnym Judaszem”. Normalizacja stosunków z papieżem rozpoczęła się dopiero za czasów rządów Mussoliniego, czego przykładem było podpisanie „paktów laterańskich”.
Centralizacja przeprowadzona przez rządy Królestwa Włoch, z liberałem Cavourem na czele, doprowadziła do obalenia miejscowych dynastii i arystokratów, tworząc pole nadużyć dla bezdusznych urzędników, ścigających drakońsko wysokie podatki (w 1968 wprowadzono nawet podatek od mielonego zboża (!), konsekwencją tych działań była insurekcja biedoty wiejskiej, a liczba ofiar wyniosła ok. 250), wcielających mężczyzn do przymusowej armii z poboru i łamiących lokalne prawa oraz przywileje, często obowiązujące od wieków. Zniszczono wszelkie odrębności prowincjonalne, stanowe oraz zmniejszono radykalnie znaczenie ciał pośredniczących, będących od zawsze tamą dla biurokracji i zabezpieczeniem podstawowych wolności społecznych.
Porządek metapolityczny
Konserwatyści i tradycjonaliści, odrzucają tezę jakoby człowiek był wolnym elektronem i jednostką samowystarczalną. Liberałowie hołdując tym wyobrażeniom, choć często jest to cyniczna propaganda na użytek ludzi, uważających się za warstwy oświecone państwa, szybko podporządkowują sobie kolejne sfery życia publicznego. Konserwatywna wizja państwa polega na stworzeniu wielu naturalnych zabezpieczeń, takich jak parafie, gminy, prowincje i inne ciała pośredniczące oraz pozostawienia w ich gestii (jako urządzeń wytworzonych drogą naturalną, jeszcze przed powstaniem państwa) uprawnień dotyczących sfery społecznej życia ludzkiego, przy jednoczesnej monopolizacji sfery politycznej.
Odwrotnie jest w państwach demoliberalnych. Otóż demoliberałowie i ich następcy – socjaliści, szybko monopolizując sferę działań społecznych człowieka, tak samo szybko rozmywają pojęcie suwerenności politycznej. Monopolizacja sfery społecznej prowadzi przede wszystkim do wtłoczenia człowieka w bezwzględny aparat represji urzędniczej, „przerobienia” go na „numerek ewidencyjny” i maksymalnego odczłowieczenia. Człowiek nie nazywa się już „Jan Kowalski”, ale jest określany jako numer, na długiej liście podobnych numerów.
Tak samo wybory centralne stają się polem popisu dla „cyfrokracji”. Ludzie nie głosują już na kandydatów lokalnych, ale na bliżej im nieznanych polityków z centralnych aglomeracji państwa, narażając się jednocześnie na bezwzględną propagandę wtłaczaną im przez media, będące pasem transmisyjnym wszelkich idei postępowych. Media prowadzą bowiem nieustającą kampanie rozmywająca pojęcie władzy, a tym samym wzmacniającą własną rolę, jako trybuna ludowego, sługi nowego cezara – bezosobowego kapitału. Jednocześnie prowadzą rozbudowaną kampanię na rzecz zwiększenia przywilejów socjalnych, czyli nowoczesnej wersji „panem et circensem”. Sytuacja ta jest jak najbardziej korzystna dla demoliberalnych warstw rządzących, gdyż po rozmywa ich odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa, daje możliwość prywatnych przedsięwzięć na styku państwa i gospodarki i jednocześnie możliwość zatrudnienia armii urzędników, kontrolujących życie społeczne, w nieznanym do tej pory zakresie, przy całkowitej bierności społeczeństwa
Porządek polityczny
Wszystkie społeczności odizolowane od głównych centrów zarządzania państwem wytwarzają odmienną kulturę i sposób życia, od tego przyjmowanego za oczywisty w wielkich aglomeracjach. Przykład Kalabrii pokazuje, jak związki lokalne i związki krwi są ważne dla małych społeczności. Państwo, uzurpujące sobie funkcje przynależne społeczeństwu a jednocześnie pozbywające się sobie właściwych funkcji policyjnych i porządkowych, staje się niewystarczającym gwarantem ładu publicznego. W tym momencie pojawia się na scenie mafia – organizacja przestępcza, która „za ochronę” pobiera mniejsze datki, daje części mieszkańców możliwość zatrudnienia w przedsiębiorstwach – które nie są publiczne, ale należą do szefów mafii, czyli muszą przynosić zyski, a tym samym podatnicy nie muszą do nich dokładać. Mafia tworzy ład społeczny bezwzględnie eliminując ludzi, którzy ten lad chcieliby naruszyć (brak kary śmierci w państwach Europy!). Oczywiście, w organizacji – w której członkostwo i stosunki z założenia są tajne, a sama organizacja wchodzi na pola działalności przestępczej – musi dochodzić do wypaczeń, jednak dla ludności lokalnej działalność mafii daje w ostatecznym rozrachunku korzyści, których nie może zagwarantować państwo.
Na koniec warto zauważyć, że działalność mafijną na Sycylii, w latach 20, zdołał zdławić jedynie przedstawiciel reżimu faszystowskiego (reżim będący mieszanką nacjonalizmu, etatyzmu i kultu wodza), w którym władza, pomimo, że wchodzi w pola działalności społecznej (choć na początku lat 20 reżim Mussoliniego, a przede wszystkim minister finansów Alberto De Stefani przeprowadził liberalne gospodarczo reformy, niespotykane w całej historii Włoch – redukując wydatki państwowe, znosząc monopole, taryfy protekcyjne, ograniczając umowy zbiorowe, stabilizując lira metodami „monetarystycznymi”, później, wraz z kryzysem lat 30, państwo włoskie poszło w kierunku etatyzmu), to nie odrzuca suwerenności politycznej.
Wyrzekając się złudnej idei „państwa prawa”, działając metodami administracyjnymi, nie zważając na brak dowodów winy, zdołano zdusić mafię sycylijską, zamykając na podstawie decyzji administracyjnych większość przywódców klanów sycylijskich. Ten aspekt działalności państwowej pokazuje, że tylko zdecydowane działania suwerena politycznego, nie obliczone na poklask demoliberalnej klasy inteligenckiej, lubującej się w teoretycznych dywagacjach, może doprowadzić do przywrócenia ładu publicznego. Hiszpański myśliciel tradycjonalistyczny – Juan Donoso Cortés – stwierdził w swojej znakomitej mowie „O dyktaturze”, że kiedy obniża się stopień religijności, podwyższeniu musi ulec stopień natężenia władzy politycznej. Miał rację.
Według demokratów, liberałów, libertynów i innych sług Rewolucji średniowiecze, a także dalsze wieki, aż do czasów rewolucji francuskiej, uchodzą za czasy ucisku, ciemnoty, nędzy i zacofania. Według nich był to okres, kiedy ludem rządzili podli ciemiężyciele, wyzyskiwacze i tyrani, wykorzystujący go dla swoich potrzeb, nie pozwalający rozwijać mu się duchowo, kulturalnie i intelektualnie. Czas rozprawić się z tym mitem, jako papką propagandową wciskaną nam przez kolejne pokolenia pseudointelektualistów. Po pierwsze, istnieją dwa założenia w myśleniu demoliberałów, które każą patrzeć na średniowiecze jako na wiek ucisku. Pierwsze założenie ma charakter ekonomiczny, drugie kulturalno-społeczny i religijny.
Pierwsze stwierdzenie jest bardzo proste do obalenia. Wystarczy podać kilka argumentów, które przytacza Hans Hermann-Hoppe w swojej książce „Demokracja, bóg który zawiódł”. Po pierwsze czasy, aż do rewolucji francuskiej, były okresem tzw. „rządu prywatnego”. Władca, który sprawował władzę w danym państwie, nie był obieralnym, bezpłciowym ciałem politycznym, ale realną osobą, mającą realne interesy, zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Wystawiony był na światło publiczne i to on ponosił odpowiedzialność za swoje czyny. Mając na uwadze osobisty interes gospodarczy starał się nie drenować nadmiernie swoich poddanych, wiedząc, że jego własność – czyli państwo, powinna służyć następnym pokoleniom jego potomków. Przedkładał dobra późniejsze nad dobra wcześniejsze, zatem jego preferencja czasowa była niska i prowadziła do szybkiego rozwoju państwa. Zupełnie inaczej ma się to w rządach demokratycznych, gdzie występuje tzw. „rząd publiczny”. Jest to ciało obieralne, najczęściej na bardzo krótki okres. Nie patrzy zatem w przyszłość, nie stara się pomnażać majątku, a jego preferencja czasowa jest bardzo wysoka. Dobra teraźniejsze przedkładane są nad późniejsze, które najpewniej nie będą dostępne w przyszłości dla rządzących w sposób demokratyczny. Rządy te mają to do siebie, że w krótkim czasie próbują zagarnąć i skonsumować jak najwięcej dóbr, które są w danym momencie dla nich osiągalne. Na poparcie tych tez wystarczy przytoczyć wskaźniki dotyczące wykorzystania przez rządzących ilości produktu narodowego. O ile „rząd prywatny” korzystał z ok. 6-8 % dóbr wytworzonych przez lud, to „rząd publiczny” zabiera ok. 50% produktu narodowego swoich obywateli, uważając to jednocześnie za wielki zaszczyt dla nich, skoro mogą oni „uczestniczyć w rządzeniu państwem”.
Drugi argumentem synów i córek Rewolucji jest zacofanie społeczno-kulturalne i religijne. Spójrzmy jednak, chociażby na architekturę średniowiecza i porównajmy ją z czasami współczesnymi. Czy to właśnie nie „zacofane” średniowiecze stworzyło, i to bez pomocy wyrafinowanej techniki, przepiękne, strzeliste katedry gotyckie, doskonale odzwierciedlające boską naturę? Wstyd to powiedzieć, ale nawet dzisiejsze kościoły wyglądające, jak nie przymierzając bunkry, ukazują upadek sztuki współczesnej. Innym powtarzającym się argumentem „intelektualistów” jest obskurantyzm religijny średniowiecza. Trzeba pamiętać jednak o tym, że religia gwarantowała wówczas ład, porządek i pokój między ludźmi. Ludzie wtedy nie nastawiali się wyłącznie na konsumpcję i mięli na uwadze cel najwyższy – czyli zbawienie. To przecież wiek XX, kiedy według współczesnych religia stała się przeżytkiem, przyniósł wyniszczające rewolucje społeczne i konflikty światowe o olbrzymim rozmiarze i milionach ofiar. Czy te wielkie przemiany kulturowe, które miały przynieść uwolnienie się od ciemnoty, nie sprowadzają się tak naprawdę do milionów „przeżuwaczy” zasiadających przed telewizorem i wpatrujących się w „reality shows” i tasiemcowe telenowele? Kultura wysoka była zawsze udziałem elity i zwykle po jakimś czasie spływała na gorzej wykształcony lud. Obecne czasy przyniosły raczej afirmację chamstwa, które nie dość, że mamy cierpliwie znosić, to powinniśmy je jeszcze „legitymizować”, jako „kulturę wysoką”. Nie warto już nawet pisać o „tolerancji” dla zboczeń, która stała się niejako składnikiem obecnych zachowań publicznych. Czy byłoby to do pomyślenia w średniowieczu, a nawet do czasów XX wieku?
Obecne czasy, to wiek lewicowo pojmowanej wolności, gdzie człowiek nie jest już odpowiedzialny za swoje działania, a wszelkie zbrodnie kładzie się na karb źle funkcjonującej rodziny lub społeczeństwa. Natomiast, każdy eksces i chamstwo ma być afirmowane jako przejaw „zdrowej” wolności i prawa do ekspresji.
Świat postnowoczesny jest nie-rzeczywistością, która nas otacza, czy chcemy tego czy też nie. Czy odczuwamy dla niego pogardę czy też zatapiamy się w nim bez reszty. Ten świat oczywiście nie będzie wieczny, przeminie jak każda epoka, ponieważ, skoro cywilizacje mają swoje narodziny, swój rozkwit, tak samo muszą umrzeć. A my właśnie żyjemy epoce, kiedy szeroko pojęta cywilizacja zachodnia dokonuje swojego żywota.
Przejdźmy jednak do meritum, a mianowicie tego jak wygląda argumentacja szeroko pojętej prawicy w sporach o kulturę, z obozem lewicowo-liberalnym. Sam podział na prawicę i lewicę jest wynalazkiem ściśle europejskim, który nigdzie indziej nie wytworzył się w podobny sposób.
Ogólnie rzecz biorąc, za prawicę sensu stricto można uznać ludzi, którzy przyjmują pochodzenie władzy „od góry” i kierują się takimi wartościami jak tradycja, elitaryzm, hierarchia, dyscyplina. Prawica podświadomie odwołuje się do tradycji sakralnej, z jasnym podziałem ról: na kapłanów, wojowników i kupców. Świat prawicy to świat męski, solarny, ceniący sobie honor, lojalność, odwagę.
Lewica to pojmowanie pochodzenia władzy „od dołu”, czego przykładem jest chociażby tak bardzo promowana teoria ewolucji, gdzie istoty wyższe pochodzą od istot niższych, co znakomicie wpisuje się w egalitarystyczne myślenie lewicy, oraz teorię jakoby władza pochodziła od ludu, a rządzący byli jedynie jej depozytariuszami. Lewica wierzy w równość, ogólnoludzkie braterstwo, czyli odwołuje się do mitów chtonicznych, gdzie Matka-Ziemia jest matką całej ludzkości, a lud staje się nosicielem suwerenności.
Walka tocząca się miedzy prawicą a lewicą, tak naprawdę nie toczy się o to, która partia wygra wybory, które ugrupowania zdobędzie ten czy inny stołek, ale który z dwóch obozów zdobędzie władzę kulturową w społeczeństwie. W świecie postnowoczesnym, skażonym demoliberalnym myśleniem, prawica – o ile jeszcze zdaje sobie sprawę z tego, co to znaczy być prawą – musi zrozumieć, że lewicowy obóz demoliberalny bitwę o kulturę wygrał kilkadziesiąt lat temu, kiedy to zakończyła się europejska wojna domowa, trwająca przeszło 20 lat.
Imperium Americanum, wraz ze swoją ideologią demokratyczno-mesjanistyczną, przy pomocy wodza Imperium Sovieticum, ustaliło oficjalną historię – demokraci stali się ‘tymi dobrymi’, komuniści – ‘trochę gorszymi’, lecz nadal członkami „obozu postępu”, natomiast cała reszta została nazwana obozem nazistowskim lub faszystowskim – nazwy używane wymiennie. Ostatnia wojna eschatologiczna dobiegła końca, a jej owoce zbieramy do dziś.
W szeroko pojęty obóz faszystowski zdołano wtłoczyć wszystkie ugrupowania i partie będące na prawo od prawicowych liberałów i chadeków w stylu Adenauera, państwowca Charles`a de Gaulle, które tylko dlatego mógł sprawować rządy we Francji, że już w 40 roku odciął się do marszałka Pétaina.
Natomiast całą plejadę konserwatywnych, nacjonalistycznych i tradycjonalistycznych przywódców państw wsadzono do jednego wora z, ucieleśnieniem przecież amerykańskiego mitu „od pucybuta do milionera”, Hitlerem, który to został wybrany w całkiem demokratycznych wyborach. Generał Franco, prof. Salazar, Pétain, admirał Horthy, dr Dollfuß, kapitan Codreanu, w większości rzymscy katolicy, obrońcy starej Europy, ludzie dla których czynniki ekonomiczne nie były najważniejszym celem istnienia państwa, zostali skazani. Większość z tych przywódców musiała, pod groźba zniszczenia i „polonizacji” (czego obawiał się np. marszałek Petain, spodziewając się, że w razie jego ustąpienia Francja podzieli losy Polski) państwa, współpracować z Hitlerem, Salazar pozostał neutralny, kanclerza Dollfußa zamordowali austriaccy członkowie NSDAP. Jednak los pamięci o nich, w powojennej Europie został przypieczętowany, łatka faszysty jest nie do zdarcia.
W nowej rzeczywistości powojennej, w wielu państwach, znaczącym czynnikiem szerokich koalicji rządowych stali się członkowie partii komunistycznych, trockistowskich i marksistowskim, ostatecznie ewoluujących w kierunku eurokomunizmu, czego przykładem jest choćby prezydent Włoch – Georgio Napolitano. To właśnie włoski teoretyk marksizmu – Antonio Gramsci – stworzył pojęcie „władzy kulturowej”. Choć we Włoszech komuniści byli przez 50 lat w opozycji, nie mięli dostępu do MSW, czy też Ministerstwa Edukacji, to oni zdołali zdominować życie kulturalne Włoch, potrafili stworzyć pewne mechaniczne skojarzenia, które wbija się dzieciom już od pierwszych lat przedszkola i szkoły. Wolność, równość, braterstwo – wielka triada lewicy, która prowadzi do rozmiękczenia władzy i społeczeństw – stała się obowiązującym ideałem, do którego należy dążyć, choć oczywiście pustym w swojej treści. Władza, zamiast zajmować się jej właściwymi kompetencjami, negocjuje z górnikami, pielęgniarkami i innymi grupami społecznymi. Skoro jednak władza pochodzi od dołu, od ludu, to demoliberalne rządy są na to skazane, przy okazji realizując swoje własne prywatne interesy. Bardzo wygodna postawa.
W obecnych czasach, kiedy społeczeństwa przeszły już rewolucję 68 roku, kiedy suwerenny lud za „prawa człowieka” uznał, już nie tylko prawa polityczne, ale tzw. „prawa pozytywne”, czyli socjał w czystej postaci, także prawica, nawet ta uważająca się za skrajną, zmieniła sposób argumentacji. O ile jeszcze w XIX w. prawica, czyli konserwatyści, tradycjonaliści i część arystokratycznych liberałów odwołuje się do sfery ducha, natomiast „ekonomizacja” życia pozostaje w rekach lewicy od – liberałów po socjalistów, tak od początków XX w., po wygranej bitwie o kulturę przez lewicę, prawica ogranicza swoje argumenty do spraw ekonomicznych.
Jedynie lata 20, a przede wszystkim 30 przyniosły pewne odrodzenie chrześcijańskiego ducha rycerskiego, zarówno w katolicyzmie, jak i w prawosławiu. W prawosławiu był to fenomen Legionu św. Michała Archanioła, stworzonego od podstaw przez Corneliu Zelea Codreanu, który był nie tyle ruchem politycznym, ale szkołą myślenia, neozakonem odwołującym się do tradycji średniowiecznych zakonów rycerskich, kładącym główny nacisk na rozwój duchowości. Natomiast w krajach katolickich, odrodzenie religijności nastąpiło głównie w Hiszpanii i w Portugalii. Wiąże się to z objawieniami w Fatimie i duchem krucjaty, wytworzonym w latach 36-39 w Hiszpanii.
Zanik odwoływania się do zasad transcendentnych i ład ponadnaturalnego jest konsekwencją przejęcia władzy kulturowej przez lewicę. Broniąc takich bohaterów jak Franco, Salazar, czy też Pinochet, prawica – o ile ma na tyle odwagi, aby podjąć się ich obrony – odwołuje się jedynie do takich spraw, jak powstrzymanie ruchu komunistycznego i czynników ekonomicznych, bogacenia się obywateli, wzrostu gospodarczego, itd. Prawica nie wspomina w ogóle o zatrzymaniu laicyzacji i sekularyzacji społeczeństw, utrzymaniu dominującej pozycji Kościoła w społeczeństwie – tam gdzie zwyciężyli Salazar, Pinochet, Franco. A przecież taka instytucja jak Kościół, oprócz swojego głównego zadania – zbawienia dusz – jest pomocna w utrzymaniu ładu społecznego. Jedynie władza, która ma oparcie w porządku wyższym, jest w stanie zwalczać egoistyczne interesy grupowe i wzmacniać państwo w takich sferach jak wojskowość, polityka zagraniczna, wymiar sprawiedliwości, czyli elementach właściwego ładu.
Według teorii „bazy i nadbudowy” marksiści udowadniali, że „byt kształtuje świadomość’, jest jednak całkowicie odwrotnie. Jak pokazuje historia , to przemiany w świadomości społecznej doprowadzają do przemian w sferze ekonomicznej, dlatego prawica powinna zająć się przede wszystkim walką o ludzkie umysły i zmianą ich nastawiania do takich idei jak Bóg, tradycja, ojczyzna, rodzina. Jedynie narody, które posiadają jasny cel własnego istnienia, będą w stanie wygrać w nadchodzącym zderzeniu cywilizacji. Jak jasno pokazuje nam historia, w starciach cywilizacji, to nie społeczności bogatsze zwyciężały, ale te, które miały więcej wiary we własne siły, w których ludzie wierzyli, iż mają oparcie w Bogu.